21 Lechici => Lachy => Polachy => Polacy. Od Lacha do Polaka – kim jesteśmy?

Sam bym tego lepiej nie mógł napisać… 🙂

https://slowianowierstwo.wordpress.com/2015/03/11/lechici-lachy-polachy-polacy/

Od Lacha do Polaka – kim jesteśmy?

Edycja: 23.03.2016
Został zmieniony tytuł, ze względu na to, że aktualny lepiej odwzorowuje tematykę artykułu.

Temat wraca jak jak bumerang, w końcu nasza historia ma nie zgłębione tajemnice i można wysnuć wiele teorii powstania naszego wielkiego Rodu, dlatego przedstawiam tekst znaleziony na profilu Elżbieta Wandal ale także na innych stronach na których ten tekst został udostępniony. Pozwalam sobie także umieścić, bo dobrych artykułów nigdy za wiele! Sam pozwoliłem sobie poprawić trochę błędy językowe jakie pojawiły się w tekście.

Lechici => Lachy => Polachy => Polacy

10818394_1546273132298713_1109965988613387420_oKim są Polacy? Czy rozwiązanie tej zagadki jest niemożliwe? Jest trudne, ale nie niemożliwe.
Obecnie Polacy maja problem ze swoją tożsamością i kulturą. Nie ma co się dziwić, ponieważ zostaliśmy poddani zmianie tożsamości, a obecna nauka będąca widocznie pod czyimś „butem” nie kwapi się na udzielenie nam wyczerpujących wiadomości na ten temat. Jakie są zatem możliwości działanie przy takim stanie rzeczy? Jedyną rzeczą jaką nam pozostała to indywidualne dochodzenie do prawdy, opierając się na szczątkowej antycznej wiedzy historycznej pozostawionej, przez średniowiecznych kronikarzy, religioznawstwie i językoznawstwie słowiańskim, jak i umiejętności logicznego myślenia i powiązania znanych faktów w jedną całość.

Na podstawie faktów jak i drobnych szczegółów można w przybliżeniu zrekonstruować zarówno naszą antyczną historię jak i system wierzeń. Jest to trudne, bo zmieniono nam naszą tożsamość, naszą nazwę jak i nasze rodzime wierzenia i kulturę. Polska (Lechia – przed katolicka nazwa Polski) ma dość dobrze udokumentowaną historię przez średniowiecznych kronikarzy. Wszystkie antyczne mapy zachodnie pokazują Europe podzieloną między dwa mocarstwa. Cesarstwo Rzymskie i (białą plamę) Imperium Lechitów w którego skład wchodziły słowiańskie plemiona:map1

  • Wandali,
  • Wenetów,
  • Gotów,
  • Polan,
  • Alanów,
  • Sarmatów
  • i Scytów.

A napisali w formie dłuższych historii lub wzmianek tacy pisarze jak:

  • Thietmar – X wiek,
  • Prokosz – X w.,
  • Gall zwany Anonim – XII w.,
  • Helmold – XII w.,
  • Cholewa – XIII w.,
  • Wincent Kadłubek – XIII w.,
  • Boguchwał – XIII w.,
  • Dzierżwa – XIV w.,
  • Jan Długosz – XV w.,
  • Marcin Kromer – XVI w.,
  • Adam Naruszewicz – XVIII w.,
  • Antoni Małecki – XIX w.
  • i wielu innych zagranicznych kronikarzy antycznych.

Jednoznacznie twierdzą, ze LECHIA to antyczna nazwa Polski z przed chrztu w 966 r. Nazwy Polski (Lechia) używane przez obcych kronikarzy to:

  • perskie – Lachestan,
  • litewskie – Lenkija,
  • tureckie – Lehistan,
  • ormiańskie – Lehastan,
  • węgierskie – Lengyelország.

Polaków nazywano także wszędzie Lechitami na ziemiach które są dalekie od kultury łacińskiej czyli:

  • tureckie Lehce,
  • ruskie Lachy,
  • węgierskie Lengyel,
  • rumunskie Leah,
  • Ledianin u Serbów.

slowianka-wkf-2009-68943-largePodobnie jak słowo Laszka (obecnie znane jako laska) oznaczało nic innego jak Polka. Sami Polacy od najdawniejszych czasów nazywali siebie Lechitami. Słowo „Polacy” użyto dopiero po raz pierwszy w XV wieku, wcześniej używano „Polanie” w łacińskiej formie Polani, Poleni, Poloni, które pojawiło się po raz pierwszy na przełomie X i XI wieku w żywocie starszym św. Wojciecha, prawdopodobnie spisanym w Rzymie między 999 a 1001 rokiem. Polonia (Polska) to katolicka/łacińska nazwa naszego kraju. Co ciekawe, że w innych ościennych językach np. czeskie lech znaczy pan, wielmoża czyli Polacy (Lechici) zwani byli przez swoich sąsiadów Panami, wolnymi ludźmi, szlachetnie urodzonymi (podobnie jak Ariowie szlachetnie urodzeni). Starożytna nazwa grecka naszego Państwa to Lachia (kraj Panów/Wybranych). W Sanskrycie Lech oznacza tyle, co pan, władca, król, pasterz czy bóg. Lechistan to państwo panów lub państwo bogów lub państwo pasterzy. Po persku do dzisiaj słowo Lah oznacza pana, boga i pasterza. Warto odnotować, że słowo Leh/Lah znajduje się również na inskrypcjach na wielu Kurhanach w Europie i Azji. Oznacza się w ten sposób, że grobowiec należy do Władcy. Węgrzy zwą nas Lengyel i jest to połączenie dwóch słów: Lech i Angyel (Pan i Anioł). Również w całym regionie bliskowschodnim ten rdzeń LACH jest widoczny. Po hebrajsku słowo “Lah” ma ta same znaczenia i brzmi Elah. W liczbie mnogiej to Elahim, a w wersji staro-hebrajskiej brzmi Elohim. Co bardziej gorliwi chrześcijanie znają to słowo bardzo dobrze, jest ono użyte w Biblii (hebrajskiej) ponad 2700 razy na nazwanie Boga lub Bogów (bo jest to liczba mnoga). Podczas czytania Biblii słowo JHWH tłumaczone na Polski jako Jehowah czytane jest właśnie jako Elohim (Panowie, Bogowie), ponieważ Żydzi wierzą, że nie są godni wymawiania słowa JHWH. Nie przypadkowo w Biblii zwie się ludzi owieczkami, bo słowo Elohim oznacza też pasterzy. Po arabsku natomiast słowo Lah ma dodany przedrostek określony Al i stąd wziął się słynny Allah, co znaczy dosłownie “ten Bóg” / “Bóg właściwy”. Dlatego Lahestan po arabsku również znaczy Kraj Boga/Bogów.

To własnie nazwy Lechia/Lechici czy Lachy/Lechistan używano na wczesnym etapie rozwoju naszej rodzimej historii, która zaczyna się od panowania pierwszego jej króla Kraka i jego linii rodowej, a kończącą się na Popielu. Pierwsze wzmianki średniowiecznych kronikarzy mówią własnie o państwie Lechitów ze swoją stolicą Wawel. Okres panowania Kraka jaki podają średniowieczni kronikarze to 400 roku p.n.e.

wawelKurhanowe kopce (mogiły) Kraka jak i jego córki Wandy pierwszych władców Lechii, usypane przez poddanych stoją do dzisiaj w Krakowie, dawnym Wawelu stolicy państwa Lechii, nazwanej później Krakowem na cześć pierwszego władcy Kraka, którego mieszkańcy starożytnej Lechii traktowali jako ojca narodu i założyciela państwa. Niektórzy językoznawcy nawet porównują Wawel do Babel (wieży) i Babilonii wcześniejszego Sumeru i początków cywilizacji i wiążą ją z początkiem cywilizacji słowiańskiej.

Kolejnym władcą Lechii a raczej władczynią była Wanda (Wenda). Mieliśmy też takową królową Wandę kilka tysięcy lat temu, córkę Kraka. Krak miał dwóch synów, ale z powodu ich śmierci, królową Lechitów została jego jedyna córka Wanda (Wenda), nasza rodzima królowa, dziewica znana w całej Lechii i po zagranicami z urody, i mądrości a nawet sił nadprzyrodzonych, która dziewictwo wyżej stawiała od małżeństwa, pomimo, że Laszka Wanda dalece przewyższała wszystkich zarówno piękną postacią jak, i powabną wdzięków, i wiedzą, i mądrością. To od jej imienia wywodzi się nazwa rzeki Wandal (obecnej Wisły) jak i ludu zamieszkującego jej brzegi Wandale. Jakie dzisiaj ma znaczenie słowo wandal i jakim siłom od zawsze przeszkadzało nie rozwijam.

slowoopulkuLechia, tajemnicze Lechici Imperii, jak zwie ten twór państwowy Johann Uphagen, pisząc o tajemniczym Slavici Foederis Imperatorem, które potwierdza XIX-wieczny historyk Bielowski dowodzi, że wspominany organizm państwowy ongiś istniał. Było to ogromne imperium, będące jedyną ogromną siłą zdolną przeciwstawić się rosnącej potędze Cesarstwa Rzymskiego. W wyżej wymienionych kronikach średniowiecznych Polskich również opisane są potyczki z Cesarstwem Rzymskim, a nawet z Aleksandrem Wielkim co potwierdzają i uwiarygadniają nie polskie, a obce kroniki jak np. czeskie. Wg nich wielki i dzielny lud Lechitów żyjący na terenach obecnej Polski stworzył ogromne państwo od Łaby po Ural, które toczyło liczne walki z Rzymianami. Co za tym przemawia? Ogromne dziedzictwo historyczne, które znajdujemy w innych kronikach wczesnośredniowiecznych. Przemawiają za tym także: opisy antycznych wypraw geograficznych poświęconych badaniu tych terenów, opis prowincji Lechickich np. pióra Adama z Bremy (żyjącego w latach 1050-1081 r.), wydarzenia z okresu panowania cesarza Nerona, zachowane nazwy toponimiczne z czasów starożytnych. Lechici (Wandale) toczyli zaciekłe walki przez kilkaset lat z Cesarstwem Rzymskim jak i Bizantyjskim, i były momenty gdzie łupili, i władali nie tylko Cesarstwem Rzymskim ale i Afryką. A dokładniej po przełamaniu oporu legionistów na Renie i najechali rzymskie państwo. Złupili Galię (czyli obecną Francję) i Hiszpanię, przeprawili się do Afryki i tam założyli państwo na terenie obecnej Tunezji. Ślady tego rajdu podboju Wandali możemy odnaleźć w samej nazwie Andaluzja, „Wandaluzja”, czyli kraju Wandali, choć sami Wandalowie od dawna już tam nie zamieszkują. Dopiero w 534 roku rozbił ich i rozproszył cesarz Justynian. Przejście po Europie południowej Lechitów odbyło się „przy świadkach”. Ich najazdy odnotowali dwaj ówcześni dziejopisarze: Prokopiusz, oraz żyjący w Italii Jordanes. Odbył się również katastrofalny dla Bizancjum najazd Słowian na Bałkany w VI w. który był skutkiem kolejnych wojen Justyniana, ze Słowianami czego bez naszej słowiańskiej Lechiady wyjaśnić się nie da i tu nie obyło się bez nich. To że armia Lechitów ZAWALIŁA ŚWIAT RZYMSKI jest kazusem bizantyjskiej cenzury, która zakazała pisania o Wandalach, aby nie wywoływać paniki. Świadczy o tym relacja Prokopa z Cezarei o zdobyciu przez armię słowiańską miasta Toperos nad Morzem Egejskim, miasto było bronione przez regularną armię bizantyjską a Słowianie, po zdobyciu tej twierdzy, wymordowali 25 tysięcy mężczyzn.

slavic_skirmishersKim więc jest ten tajemniczy lud Słowian? Lud który podbijał antyczną Europę którego obecna nauka traktuje jako „prymitywnych niepiśmiennych dzikusów”, którym cywilizacje podarowała dopiero Rzymsko-katolicka kultura? Kim są te „prymitywne dzikusy” którzy kilka tysięcy lat temu posiadali starożytne huty żelaza, np. świętokrzyskie dymarki czy starożytny metalowy przemysł rzemieślniczy przerabiający wytopiony metal na broń lub narzędzia powszechnego użytku? …mówiący językiem „niesłychanie barbarzyńskim”, jak pisał o Słowianach bizantyjski historyk Prokopiusz z Cezarei, kronikarz wojen za cesarza Justyniana. Na dodatek ostatnie badania genetyczne gdzie zbadano DNA Słowian, pokazały, że zamieszkują oni swoje ziemię od kilku tysięcy lat. Mało tego, okazało się bowiem, że Polacy, Lechici, Wandale zamieszkują swoją ziemię już od ponad 10 tys. lat i posiadają inną podhaplogrupę niż reszta Słowian – Y-DNA R1a1a7. Na podstawie tychże badań naukowców zachodnich okazało się, że Polska posiada przeszło 10 700 lat egzystencji w rejonach Wisły, Zbrucza i Dźwiny. Na tych terenach bowiem odkryto masową obecność haplogrupy R1a1a7. Dotąd uważano, że wszyscy Słowianie pochodzą od Indoeuropejczyków z haplogrupą R1a1, i przybyli do Europy ze Wschodu a na ziemie polskie dotarli ze środkowej Ukrainy. A może było odwrotnie i to my chodziliśmy pierwsi po ziemi, a nasi przodkowie na podbój Wschodu i wyruszyli z tej części świata? I jak to się ma do nauki czy religii, która głosi,że człowiek został stworzony i istnieje na ziemi 6 tysięcy lat? Czy sprawozdanie biblijne z Księgi Rodzaju o pojawieniu się pierwszych ludzi 6000 lat temu można traktować poważnie w świetle badań współczesnej nauki? Jeśli tak, to chyba my Polscy (Lechici) powinniśmy być narodem wybranym jako najstarsza cywilizacja chodząca po ziemi. Chyba, że ktoś nam ten zaszczyt podkradł. Może owe rajskie jabłko, najpopularniejszy owoc w Polsce rosło u nas a nie w strefach podzwrotnikowych gdzie najpopularniejszymi owocami są cytrusy czy banany lub drzewa oliwne. Wg różnych doniesień sam Stonehenge na wyspach jest datowany miedzy 6-8k lat temu, a sam  obiekt nie pasuje do kultu celtyckiego, a ludów centro-europejskich, czyli Słowian.

2000px-Distribution_Haplogroup_R1a_Y-DNA.svgA co na to mówią nasze religie. Pomijam wszystkie semickie religie, łącznie z katolicyzmem, które dziedziczą po judaizmie i są jego kontynuacją. Temat należy zbadać wracając do naszych rodzimych wierzeń. I tu znowu napotykamy trudność, ponieważ nasze wierzenia podobnie jak nasza kultura i historia zostały dość dokładnie wymazane i wyczyszczone. Jednak dla chcącego nic trudnego. Okazuje się, ze my słowiańscy Ariowie, zwani indoeuropejczykami mamy źródło swojej religii w wierzeniach Wedyjskich. Ale tu znowu problem. Historia i nauka zamiast zaproponować coś konkretnego pozostawiła Ariów w mrokach niewiedzy zadowalając się tym, że ludy indoeuropejskie nagle się pojawiają. Po głębszym zbadaniu tematu okazuje się, że Wedy, to nie religia a wiedza, prawdziwe poznanie czyli wiedza na temat człowieka, ducha/duszy i Absolutu (kosmosu) który dla ludów będących pod wpływem tych wierzeń był prawdziwym Bogiem. Wedy to po polsku Wiedza, po grecku Gnoza, po żydowsku Kabała, po egipsku i po kulturze łacińskiej (watykańskiej) magia albo cuda. Wedy (wiedza) były ogólnoświatowymi wierzeniami naszych przodków, którą zastąpiły obecne pasożytnicze semickie religie. Wed, nie można nazwać religią, która jest czymś „kolejny” (re-ligia, re-dystrybucja), tak jak obecnie nam panujące religie Mojżeszowe (judaizm, chrześcijaństwo, islam czy ich setki odłamów) – Weda (wiedza) była czymś pierwotnym, reszta to plagiaty nastawione dla ich twórców na wygodne życie.

14 Podstawowa zasada organizacyjna w wierzeniach Słowian, podobnie jak i innych ludów indoeuropejskich (Ariów) to zasada trójdzielności rzeczywistości, oparta na wiedzy duchowej na temat ludzkiego ducha i jego trzech (aspektów). Taką wiedzę posiadały wszystkie cywilizacje ducha, których wierzenia wedyjskie oparte były na wiedzy dotyczącej ducha/duszy, absolutu (kosmosu) i powiązania miedzy nimi. Z tą podstawową zasadą trójdzielności wiążą się też postacie słowiańskich, czy Wedyjskich bogów o trzech obliczach. Np. u Hindusów Brahma, u Słowian wschodnich Trygław/Trzygłów utożsamiany z Rodem i u nas Słowian zachodnich Światowid lub Świętowit. Bogach, którzy swoim cywilizacjom przynosili wiedzę i symbolizujące ją światło czyli światłość. Odkąd sięgniemy pamięcią na ziemi zawsze toczył się bój między siłami światła i ciemności, a odwieczna walka między siłami ciemności i jasną stroną trwa nadal. Ale to nic innego jak walka pomiędzy głupotą, zacofaniem i ciemnotą a mądrością, otwartym umysłem. Podstawowa zasada trójdzielności to przede wszystkim wiedza o samym człowieku i jego trzech aspektach duchowej osobowości wyzwalających energię zachodzącą w jego komórkach napędzającą życie. Ta wiedza to nic innego jak ukryta religijnie natura „Boga” i „Szatana” który zamieszkuje fizyczne ciało człowieka. Do pomocy mamy też dodany trzeci składnik boski. Duszę ludzką, która z kolei oddziela nas od „Złego” które kryje się w naszym wnętrzu ale również atakuje nas niepostrzeżenie ze zewnątrz. Generalnie nasza osobowość (dusza) jest pozostałością naszych bogów naszych przodków i ich mitycznego Stwórcy. Pozostawił on nam swobodę wyboru czyli wolę i tak wyposażył psychiczną część człowieka; iż posiadamy naturalnego sędziego; jakim jest sumienie, dusza, która oddziela nas od złych i nieetycznych rzeczy. Jest ona niejako wykonawcą naszej wolnej woli. U ludzi rozumnych obdarzonych duszą rozwiniętą na właściwym poziomie ten proces jest świadomy, ponieważ podlegają oni ciągłemu samorozwojowi korzystając z atrybutów jakimi obdarzył nas Stwórca, np. inteligencji za którą idzie zdolność człowieka do zrozumienia tajemnicy własnego istnienia niezbędnego do świadomego i mądrego kierowania własnym życiem. Jest więc to forma inteligencji, nazywanej obecnie inteligencją duchową dopełniająca tą pierwszą. Stanowi więc rodzaj superinteligencji. Sprawia, że człowiek staje się w pełni tym kim jest – istotą rozumną i kreatywną w ludzkiej wspólnocie. Duchowość pełni rolę centralnego organu zarządzania naszym życiem. Posługujemy się nią w analizie i rozwiązywaniu problemów dotyczących sensu i wartości, także przy postrzeganiu i ocenie swych działań i innych ludzi. Przekładając dalej to na język dzisiejszej wiedzy owe trzy aspekty ducha ludzkiego to znane nam z psychologi czy psychiatrii: podświadomość, świadomość i nadświadomość. Według wierzeń naszych przodków tylko sprzęgniecie w jedną całość trzech osobowości duchów czy dusz człowieka daje najlepsze efekty. Według ich prawideł to Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Przy takim myśleniu i działaniu podpartym wiedzą na powyższe tematy nasze trzy stany świadomości będą współpracowały jako jedna całość, aby doprowadzić nas do normalnej, bardziej postępowej formy życia. Można śmiało powiedzieć, ze cyfra 3 jest u Słowian cyfrą świętą.

swat-1-clip_image002A kim jest główny bóg Słowian niosący im wiedzę i światło – ŚWIATOWID – (Światło-wid, Svetowid, Svantewid, Swetłowed) bóg o kilku obliczach, czczony przez Słowian, (Lechitów). Uważany za boga najwyższego – pana niebios, wojny, płodności, urodzaju i wiedzy. Utożsamiany z czczonym na Rusi Trygławem (Trzygłowem) czy wschodniosłowiańskim bogiem Rodem czy wedyjskim Brahmą. Według opinii części badaczy, którzy nie kojarzą naszego wspólnego rodowody ze Ariami z Hiperborei, ma inne niż słowiańskie pochodzenie . Według hipotez przyjmujących taką możliwość, pierwotne pochodzenie bóstwa przypisuje się np. ludom trackim, irańskim, celtyckim, lub Waregom (wszysko potomkowie Ariów) od których to ludów posąg (ołtarz) Światowida trafić miał następnie w posiadanie Słowian Waregowie to nikt inny jak wikingowie z północy (Ario-Słowianie z Hyperborei), którzy wędrując na południe zakładali swoje państwa . Kolejne spekulacje pseudo fachowców i autorytetów od słowiańszczyzny to, co symbolizuje i kogo przedstawiają posąg Światowida boga o kilku twarzach. Dla mnie jest to proste. Światowid (światło świata) – Svetovid – Swetłoved – światło/wedy, czyli niosący światło i wiedzę. To ten sam bóg z mitologi greckiej, dobroczyńca ludzkości Prometeusz, który bardzo kochał ludzi i przekazywał im wiedzę (światło, światłość). Według mitologii greckiej był uważany za stwórcę człowieka. Przyjął odpowiedzialność za swoje dzieło. Wiedział, że trzeba się człowiekiem opiekować, ucząc go jak uprawiać zbierać, ogólnie żyć. Kiedy dostrzegł, że ludzie żyją w ciemnościach, odczuwają zimno i strach, postarał się dla nich o ogień, światło a następnie przekazał wiedzę. W ten sposób przeciwstawiał się złu, które uosabiał w tym micie Zeus. To Zeus zabrał ludziom ogień (światło, wiedzę), który uważał, za atrybut i przywilej bogów. Ten sam bóg w starożytnym Rzymie to Lucyfer, stosowany i określany był przez astrologów jako Gwiazda Poranna, czyli planeta Wenus widoczna nad horyzontem przed wschodem Słońca. Słowo było dosłownym tłumaczeniem greckim – „niosący świt” lub „niosący światło”, czyli wiedzę. W nomenklaturze chrześcijańskiej imię Lucyfer pojawiło się po raz pierwszy w łacińskim przekładzie Biblii dokonanym pod koniec IV w. n.e. przez św. Hieronima ze Strydonu, zwanym Wulgatą. Znajduje się ono w: Księdze Izajasza 14,12. W oryginalnym tekście hebrajskim występuje ono jako helel ben-szachar. Helel oznacza planetę Wenus, zaś ben-szachar to świetlisty syn poranka, jutrzenka (lucyfer). Od IV wieku stolica apostolska w Rzymie zmieniła obraz Lucyfera (a raczej Lucypera) robiąc z niego czarny charakter, upadłego anioła (diabła, demona). Do czwartego wieku, nie zawsze wiązano imię Lucyfer (pol. niosący światło) z upadłym aniołem czyli diabłem. Na przykład:w hymnie św. Lucyfer, czy hymnie Carmen aurorae. Lucifer w łacińskiej liturgii jest nazwą gwiazdy porannej, w której symbolicznie widziano Marię z Nazaretu. Jak gwiazda poranna zwiastuje, niesie światło Słońca, tak Maria zwiastuje nadejście Chrystusa. We współczesnej oraz późnośredniowiecznej myśli chrześcijańskiej przedstawia się go jednak jako czarny charakter jednego z upadłych aniołów. W mitologi Gnostyckiej, Lucyfer był przeciwnikiem złego i ludobójczego demiruga Jahwe i jego archontów i swiata materialnego przez nich reprezentowanego. Walcząc z Jahwe, Lucyfer głosił postulat wyzwolenia się człowieka spod władzy demiurga i archontów. Powszechne Towarzystwo Antropozoficzne jak i cała Antropozofia uznaje Lucyfera nawet za brata Chrystusa, który przekazywał ludziom wiedzę i idee poprawy ziemskiego życia i świata.

Podobne skojarzenia mamy również w mitologii Sumeryjskiej. Po odkopaniu biblioteki w Niniwie i odczytaniu sumeryjskich tabliczek okazało się, że to pierwowzory tekstów biblijnych, m.in. o stworzeniu człowieka i potopie, czy innych, są identyczne z mitami biblijnymi hebrajczyków, a jedyną rzeczą, która się nie zgadzała była ilość bogów. Kiedy żydowscy skrybowie preparowali swoje święte teksty podczas niewoli babilońskiej to wyrzucili z panteonu bogów sumeryjskich wszystkich pomniejszych bogów robiąc z nich aniołów i archaniołów a zostawili jednego, a właściwie dwóch, tylko połączyli dwóch bogów w jedną postać. Biblijny Jahwe to Enlil, starszy syn Anu a Lucyfer młodszy syn Anu (nie mylić z Szatanem) to Enki, bóg ludzi, których stworzył razem ze swoim zespołem genetyków. Enki był owym rajskim wężem, który po stworzeniu człowieka, chciał nauczać ludzkość i przekazywać im wiedzą (nieść światło) i to on ostrzegł Noego, kiedy Enlil zamierzał zesłać potop na ziemię.

muzarp3Wracając do naszego Światowida, to on również był bogiem opiekującym się ludźmi i przekazującym im wiedzę. Światowid – czyli Światło Świata, którego imię utożsamione przez katolicyzm, religii dziedziczącej po judaizmie z diabłem/lucyferem, nie jest niczym innym jak imieniem Świętowita – Światło Świata (Luci-Ferusa, Łączy-Sferusa, Światło Żelaznego – Niezniszczalnego, Światło-Świecącego, a także Dawcę Światła i wiedzy). To ŚWIATOWID i my Słowianie-Polacy Lechici, jesteśmy nazywani przez Biblię Wężowym Plemieniem, gdyż jesteśmy dokładnie Plemieniem Żmijów/Smoków/Drakonów/Węży. Na Wężowe/Smocze Plemię nie bez powodu zrzucono w Biblii winę za to że Ludzkość Posiadła Wiedzę (Owoc z Drzewa Wiedzy). A niektórzy chcieli zatrzymać tę wiedzę tylko dla siebie i poniekąd długo się im to udawało, ponieważ prawie przez 1500 lat kazano wierzyć ludziom, że ziemia jest płaska. Stosy inkwizycyjne, palenie ksiąg czy pożary wielkich bibliotek chociażby Aleksandryjskiej, również miało pozbawić ludzkość wiedzy. Podejrzewam, ze niedostępne i przepastne archiwa watykańskie zawierają nie tylko zasoby z jednej niby zniszczonej biblioteki. To my Słowianie w swoich genach mamy zapisaną historię rodzaju ludzkiego, dlatego od co najmniej 1000 lat nas się eksterminuje a jesteśmy jednocześnie owym Wężem/Smokiem w Którego posiadaniu jest Owoc Wiedzy – Owoc Dobrego i Złego. To Słowianie i ich przodkowie byli owymi Nosicielami Światła Świata, czcicielami Łączy Zwory – Lucisferusa, czyli właśnie Światłoświata, inaczej Świętowita. To ich Słowian ideę boga, zamierzało i nieudanie uśmiercić judeo-chrześcijaństwo, a później bazując na ich historii nieudolnie podrobić to w swoich religiach. Kiedyś to My byliśmy bezdyskusyjnymi gospodarzami naszego kraju, od Łaby (od Altantyku wg różnych dociekań) po Ural, a nasi Przodkowie Lechiccy żyli wedle swojego uznania, wedle swoich prastarych praw i obyczajów, przez co mężny i szlachetny duch kwitł, tężniał i się rozwijał. Dopiero zdrada i knowania „obcych” pchnęła Nas w objęcia nieludzkiego judeo-chrześcijaństwa, i obcej nam kultury rodem znad Jordanu pod wpływem której traciliśmy swą siłę, swoją dumę, honor i wolę. Wielu z nas stało się gwarantami, strażnikami nowego , obcego naszej Słowiańskiej duszy porządku. Represje i nienawistna walka ze wszystkim co rodzime, Słowiańskie poczyniła ogromne spustoszenia w duszy wszystkich Słowian. Obecnie dzięki naszym okupantom, poczynając od Cesarstwa Rzymsko-Niemieckiego, Lechitów i Słowian w ogóle pomija się w przytoczeniach historii antycznej jak i mitologicznych. Co za wstydliwy absurd, zwłaszcza dla Polaków mających udowodnione zakorzenienie w starożytności sięgające 10.000 lat p.n.e. nieprzerwanego bytowania w Europie, po dziś dzień. Przez ostatnie 1000 lat ponosimy tylko skutki zmiany tożsamości, łatwowierności, głupoty i poddaństwa. Właśnie na tym polegał również numer z podrzuceniem nam obcej religii Cesarstwa Rzymskiego. Lechici, Polacy stali religijnie sterowanymi antypolakami. Co widać i dzisiaj gdzie każdy katolik to wróg słowiańskiej Polski! Nie wie, że oficjalny upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego jest jednym z wielu historycznych nieprawd, mitów. Imperium trwało nadal, przekształciło się w cesarstwo Rzymsko-Niemieckie i przez wieki używało ludów i państw germańskich (należy pamiętać że Germanie antyczni to są Słowianie, bo tak nazwali Rzymianie ludy które napotkali na północy, ale z czasem Niemcy przywłaszczyli sobie tą nazwę jako lud ich przodków), by zdobywać, kawałek po kawałku, ziemie Lechitów. Cesarstwo Rzymskie wraz z tysiące razy modyfikowaną religią, trwa po dziś dzień. Papież ma jednocześnie funkcję imperatora (cezara), zaś bank watykański kontroluje wszystkie zasoby naturalne, korporacje, banki prywatne i banki narodowe na świecie. W czasie II wojny światowej faszystowskie Włochy, Watykan i faszystowskie Niemcy, to kolejna odbudowa i odsłona wielkiego Imperium Romanum, które od zawsze było śmiertelnym wrogiem słowiańskiej Polski. A czemu papieże noszą tytuł cesarzy rzymskich, tj PONTIFEX MAXIMUS? Nikt nie dał na to pytanie rzetelnej odpowiedzi.Zdjęcie-1506

Autor zdjęcia muralu („Gdzie Dziś Bloków Cienie Tam Są Słowiańskie Korzenie”): Remigiusz Witczak, Lubin, osiedle Przylesie, kładka KEN. Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Sympatyków Zagłębia Lubin „Zagłębie Fanatyków”

Reklamy

33 thoughts on “21 Lechici => Lachy => Polachy => Polacy. Od Lacha do Polaka – kim jesteśmy?

  1. Jak widać nie tylko Bieszk I Szydłowski to wyznawcy turbo-lechityzmu…

    Ciekawi mnie, dlaczego wyznawcy Imperium Lechitów powołują się na całkowicie niewiarygodnych katolickich bajkopisarzy jak Gall Anonim, Kadłubek, czy fałszerz historii Długosz, a nawet na fikcyjnego Prokosza, a ignorują najważniejszą kronikę ówczesnych czasów o Słowianach – „Zapiskę karolińską” mnicha „Geografa Bawarskiego”. Był on szpiegiem Ludwika niemieckiego (wnuka Karola „wielkiego”) planującego inwazję i podbój ziem słowiańskich. Na zamówienie Ludwika Geograf korzystając ze wszystkich możliwych źródeł, także niemieckich szpiegów i kupców, sporządził listę plemion Słowian (przede wszystkim Zachodnich) łącznie z liczbą ich grodów. W jego spisie wymienia on blisko 60 różnych plemion słowiańskich, także mieszkających na ziemiach obecnie polskich. Co ciekawe, w jego czasach – w pierwszej połowie IX wieku – nie zauważył on ani żaden z jego informatorów żadnego imperium lechickiego. Nie było wtedy nawet jeszcze plemienia Polan, a tereny na których powstał później zalążek państwa piastowskiego zamieszkiwało plemię Goplan. Choć i to była już najprawdopodobniej nazwa zbiorcza kilku mniejszych plemion. Po upływie stulecia od kroniki Geografa Goplanie zatracili samodzielny byt i stanowili już tylko część nadplemiennego tworu nazwanego Polanami, nad którymi władzę dynastyczną i autokratyczną zdobyli Piastowie. Ciekawe jest to, że wiele plemion słowiańskich nieistniejącej nigdy Lechii (Wolinian, Pyrzyczan, Lędzian, Wiślan, Ślężan, Dziadoszan, Opolan, Gołęszycy) Geograf umieścił we właściwym miejscu – tam gdzie rzeczywiście zamieszkiwali, co potwierdzały późniejsze kroniki choćby Thietmara, Helmolda, Anonima czy Kadłubka (o czasach historycznych, od czasu do czasu, gdy nie mogli łgać i zmyślać, pisali prawdę nawet Anonim czy Kadłubek. Ale tylko o czasach historycznych i tylko niekiedy. Bo Bolesława Zapomnianego wymazali nam z historii).

    No i właśnie – jak to jest, że Geograf nie zauważył Imperium Lechitów, żadnego zresztą innego imperium słowiańskiego, a nawet plemienia Polan, z którego – i z tym raczej trudno jest poważnie polemizować – wyłonili się i założyli dynastię i państwo Piastowie. i to ich państwo było zalążkiem późniejszego państwa polskiego. Z powyższego można wnioskować, że dopiero po śmierci Geografa poprzednicy Mieszka z jego rodu rozpoczęli podbój sąsiednich plemion i tej pobitej zbieraninie plemion pod wodzą Piastów nadano nazwę Polan.

    Kronika geografa jest podważana głównie przez „historykuf” związanych z kk. Twierdzą oni, że aż tylu grodów tylu różnych plemion Słowianie nie mogli posiadać w połowie IX wieku, bo przecież wiadome jest, że Słowianie to była dzicz, żyli na drzewach i dopiero krystowierstwo przyniosło im cywilizację i grody. Inny zarzut – części plemion wymienionych przez Geografa nie udało się do dzisiaj zlokalizować. Ale bierze się to po prostu stąd, że pod wpływem parcia rzymskiej szubienicy od południa i zachodu mniejsze plemiona wchłaniane były przez większe rozpływając się w nich. Choć, co należy wyraźnie podkreślić, wiele plemion zażarcie broniło swej odrębności, zarówno przed Franko-Niemcami z zachodu, przed Duńczykami z Północy jak i przed słowiańskimi kniaziami podbijającymi słabsze sąsiednie plemiona. Zwłaszczy gdy byli to „nawróceni” renegaci.

    Dlaczego wyznawcy Imperium Lechickiego ignorują najważniejszą i najbardziej wiarygodną kronikę Geografa Bawarskiego, natomiast ślepo wierzą wymysłom takich bajkopisarzy jak Kadłubek, fałszerzom historii jak Długosz, czy fikcyjnym postaciom jak Prokosz? Czy tylko dlatego, że to pasuje do ich ideologii?

    Chciałbym od nich usłyszeć rzeczową i merytoryczną odpowiedź.

    Jest jeszcze sprawa nazwy Lechici, Lachy, Lechistan. Nazwa ta wzięła się z legendy o Lechu, Czechu i Rusie. Postać Lecha najprawdopodobniej nie jest całkiem wyssana z palca. W Gnieźnie jeszcze za Mieszka I było wzgórze Lecha z pogańską świątynią. Później została ona zniszczona, a na jej popiołach krystowiercy postawili swą „katedrę”. Nie można wykluczyć, że właśnie tam, w okolicych Gniezna lokalny kniazik Lech rozpoczął budowę ponadplemiennego państewka. Jednak rozpłynęło się ono w zbiorowisku nazwanym przez Geografa Goplanami, którzy potem stali się częścią Polan. Imienia Lech nie zapomiano jednak i gdzieś na początku X wieku (gdy istniało już państwo Czechów i tworzyła się Ruś, początkowo pogańska, rozbijająca kaganat chazarski), powstała legenda o Lechu, Czechu i Rusie. I od owego legendarnego, być może nawet historycznego lokalnego kniazika Lecha nazwano ówczesnych Goplan/Polan Lachami/Lechitami. Natomiast mianem tym w bliskich czasowo i terytorialnie kronikach nigdy nie nazywano Połabian, Czechów i Rusów. Co pokazuje, że termin Lachy/Lechici ograniczony był do kilku czy co najwyżej kilkunastu plemion podbitych przez Mieszka między Odrą a najdalej Bugiem.

    Szukanie Imperium Lechitów to strata czasu. Zwłaszcza gdy bazuje się na fałszywkach jak „kronika Prokosza” czy bajkach fałszerza historii Długosza.

    Polubienie

  2. Pan Opolczyk jak zwykle z pozycji starego mentora z lekka naciąga fakty. Jak sam podaje, Geograf opisuje sytuację z IX w a więc jest już dawno „po ptokach” czyli po tzw. imperium Lechickim. Zostały resztki po „imperium” czyli liczne miasta i stosunkowo dużo ludności tylko podzielonej na plemiona, czyli typowa sytuacja po rozpadzie jakiejś państwowości (współcześnie Jugosławia).
    Niech pan Opolczyk wyjaśni zatem prosta sprawę, kto te liczne miasta budował i na przestrzeni czasu bronił przed atakami ludów ościennych a szczególnie Rzymian, którzy każdy bogaty region anektowali i nakładali podatki. No chyba, że te miasta i ludność w V w przypłynęły na bagnach z Prypeci i osiadły u nas. W „imperium Lechii” niekoniecznie trzeba wierzyć, ale należy podać jakąś logiczną alternatywę uwzględniającą współczesne odkrycia i świadectwa kronik innych niż niemieckie.

    Polubienie

    • Wg mnie, język słowiański potwierdza, że CoS’ WieLK+ieGo stało i nadal stoi za NiM i to długo i od bardzo dawna. Nie wiem, co to było, ale wg oczywistych dowodów i poszlak ja muszę napisać, że językowo cofamy się, np. 7000 lat, albo i głębiej, nawet do Bajkału i tzw. Chłopca z Mal’ta… Na królach nie znam się i kronik nie czytam, chyba że muszę, więc je upowszechniam. Tanatorom – Donacja Konstantyna!:-)

      Jest wiele przesłanek, które np. patrz tzw. pierwsza palatalizacja słowiańska / zmiękczenie, która wg mnie nie zaszła, patrz tzw. rough breathing, oboczność, itd, poddają nie tylko pod wątpliwość, ale uważam że niszczą jakąkolwiek wartość większości „odtworzeń” odtworzonych zgodnie z „prawami” ofitzjalnego jęsykosnaftzfa, czyli lingłistiki…

      http://portalwiedzy.onet.pl/93086,,,,obocznosc,haslo.html

      Oboczność, alternacja, wymiana i współistnienie w języku elementu fonetycznego lub morfologicznego w odmianie wyrazu lub w wyrazach pokrewnych, np. biały – bielszy (a: e), doły – dół (o: ó), pleść – plotę (e: o), dębina – dąb (ę: ą). Oboczności fonetyczne głosek uwarunkowane są sąsiedztwem fonologicznym, np. buda – bud (b: t, efekt neutralizacji dźwięczności w wygłosie), pstrąga – pstrągowi obok pstrągiem – pstrągi (wymiana spółgłosek twardych k, g na miękkie k’, g’ przed i); oboczności morfologiczne, tj. fleksyjne i słowotwórcze, najczęściej występują wśród samogłosek e : o, e : a, o: ó, ę : ą, wywołanych przegłosem polskim, np. wieniec : wianek, nieść : niosę, wozić : wóz, dęby : dąb; spółgłoskowe, tj. wymiany twardej z miękką, np. woda : wodzie (d : dź), śmiech : śmieszny (ch : sz); w obrębie morfemów są wymiany sufiksów -in, -eń, -on- z Ř (brakiem sufiksu) w odmianie rzeczowników: mieszczan-in-a obok mieszczan-om, imi-on-a obok imi-ę.

      …..

      Zwykła wymiana dźwięków, której nie miały i nie mają Od-Pra-Słowiańskie języki mieszane / kreolskie, ( – im mniej zmian, tym większy zmieszanie / zkreolizowanie się danego języka), jest poprawnie nazwana, jako oBo+C”NoS’C’/T’, czyli OBIE CZYNNOŚCI / MOŻLIWOŚCI, tyle tylko że jest to zwykła i powszechna w językach słowiańskich wymiana dźwięków, jak także np.

      S / Z / G / H / K / S / C / T / D…

      Mamy i przestawkę i odmianę, itd.. A Wy+MioC/T Wy+MiaTa allo-allo…

      Dla mnie KAŻDY DŹWIĘK PRZED DŹWIĘKIEM ZAPISYWANYM ZNAKIEM i, JEST ZMIĘKCZONY, jak np. w tym zdaniu!
      DLa MN’ie KaZ”Dy Dz’W’ie”K PR”eD Dz’W’ie”K’+ieM Za+PiS+yWaNyM ZNaK+ieM i, JeST „ZM’ie”K+C”oNy”, JaK NP. W TyM Z+DaNio”!

      Polubienie

      • Jest za dużo wekazuwek, zby nie zauważyć, że na terenie Słowiańszczyzny była wielka organizacja parapaństwowa – związek. Zaklinanie rzeczywistości nic nie da, za dużo faktów zaczyna wychodzić na światło dzienne.

        Polubienie

        • Z chęcią poznałbym owe wskazówki na istnienie na terenie Słowiańszczyzny organizacji parapaństwowej.
          Wiem na pewno, że istniał Związek Wielecki, który na ponad 150 lat powstrzymał buldożer niemieckiego jahwizmu. Jego trzon tworzyli Redarzy, Doleńcy, Czrezpienianie i Chyżanie. Okresowo dołączali do nich i odchodzili ze Związku Nieletycy, Doszanie, Wkrzanie, Rzeczanie, Morzyczanie i Glinianie. Niestety do walki z nim cesarstwo wprzęgło także skatoliczonych Przemyślidów i Piastów. Związek Wielecki nie był organizacją parapaństwową. Każde plemię nadal było całkowicie autonomiczne, każde żyło po swojemu. Był to wyłącznie sojusz militarny.

          Polubienie

          • Zaraz, zaraz, chyba rozmawiamy o Słowiańszczyźnie kiedy nie było na niej jeszcze pustynnej zarazy. Zatem, nie są to jeszcze czasy Pistów i skatoliczonych Przemyślidów.
            Jeżeli w czasie pustynnej zarazy mógł istnieć Związek Wielecki, jako sojusz militarny, to dlaczego taki sojusz militarny między większością plemion słowiańskich nie mógł istnieć? Tworzył by on Wielką Lechię.
            Posłużę się Twoimi tezami:
            ” Z założenia wszyscy członkowie takiej wspólnoty byli sobie równi. Szczególnym szacunkiem cieszyli się ludzie doświadczeni i zasłużeni dla dobra wspólnoty, posiadający pozytywne cechy charakteru. Poszczególne wioski indiańskie i osady Słowian tworzyły autonomiczne jednostki kierowane przez radę starszych i/lub wybieralnego wodza. Ponad nimi stał wybieralny wódz/książę całego plemienia, któremu podlegały wszystkie wioski/osady tworzące wspólnotę plemienną. Nie posiadał on jednak „władzy” w tym sensie, że nie mógł współplemieńcom autorytarnie narzucać własnej woli.” – Twoje słowa, pamiętasz?
            Każde plemię słowiańskie posiadało swojego księcia – władykę, wybranego na wiecu. Też tak uważam.
            Zapewne, w konfliktach między plemionami wybierano również sędziego – rozjemcę (tylko logika).
            W sytuacji zagrożenia wojną, władycy plemion oraz rady starszych zbierały się na wiecu i wybierały kagana oraz jego zastępcę, kaganboka.
            Ci byli odpowiedzialni za prowadzenie wojny, ale tylko na ten czas.
            Kagan i kaganbok, zapewne w tym czasie posiadali doradców złożonych z wybranej rady starszych (też tylko logika).
            Ten układ stanowił coś w rodzaju rządu na czas wojny. Ustalali strategię oraz taktykę ruchów armii.
            Raczej „Kupą panowie, kupą” tak nie było.
            Tak było na czas wojny. W czasie pokoju ten układ naturalnie się rozpadał, chłopcy wracali do swoich plemion, do swojej pracy i żyli w sławie, normalnie.
            Jednak i w czasie pokoju musiały być pewne ustalenia między plemionami, aby się wszyscy nie pozabijali o własne nogi. Stąd negocjacje między władykami plemion i uczestniczącymi w nich wybranymi rozjemcami i doradcami.
            Zbiór władyków plemion wchodzących w związek/związki, to niejako zarząd tego związku/związków. Taki zarząd, to niejako protorząd, który dbał ład choćby przebiegającego handlu. Chyba nikt nie wyskoczy, że handlu wtedy nie było.
            Był i to na dużą skalę, bo Słowiańszczyzna była bogata w minerały, produkcję metali, zasoby naturalne i żywność. Tędy też przebiegała północna odnoga szlaku jedwabnego. Zatem taki handel też musiał być odpowiednio zawiadywany, aby się chłopcy nie pozabijali w tłoku.
            Ktoś musiał pilnować granic, aby jakaś „cywilizowana” hołota nie wlazła. Ta obrona też musiała być jakoś zawiadywana.
            Budowa grodów i zamków, to też nie byle jakie przedsięwzięcie logistyczne, a sami kronikarze niesłowiańscy piszą, że było ich sporo, co już zaczyna potwierdzać archeologia. Takich potwierdzeń będzie więcej.
            Choćby te wskazówki świadczą o Wielkiej Lechii. Zarządzanej w zupełnie inny sposób niż Rzym, czy inne Imperia południa.
            Wielka Lechia na pewno nie była Imperium, to jest oczywista przesada ludzi, którzy chcą skompromitować Wielka Lechię.
            Jest to oczywista premedytacja lub niezrozumienie tematu.
            Chyba nie musimy obrzucać się źródłami, logika wystarczy?

            Polubienie

            • 100%! 🙂 My jeszcze dodatkowo zawężamy ramy czasowe, bo należy sobie zdać z tego sprawę, że np. 7000 lat temu już to było, bo wskazuje na to język. Skoro była taka wspólnota językowa, no to i również kulturalna, patrz pozostałości np. mitoligia grecka, sinduska, irańska, czy inne. Mnie np. obchodzi dlaczego Scytowie nazwali S/Z+KaL”+KaS/Z, a nie jacyś kartwelscy Gruzini z Maykop… i co to oznacza…

              Przypominam Ka+MieN’ / HaMMeR i ML”yN / Mio”LN+iR,.. itd.

              Polubienie

          • Adam,
            Oczywiście rozmawiamy o Słowiańszczyźnie przed nadjordańską zarazą.

            „Jeżeli w czasie pustynnej zarazy mógł istnieć Związek Wielecki, jako sojusz militarny, to dlaczego taki sojusz militarny między większością plemion słowiańskich nie mógł istnieć?”

            Było to trudne, czy wręcz niepotrzebne, a nawet niemożliwe z kilku powodów. Słowiane, jak wiesz, zamieszkiwali ogromne połacie Europy. Jeśli szła na nich nawała powiedzmy od zachodu, to sojusze zawiązywały plemiona w strefie zagrożenia, leżące w pobliżu Łaby. Do plemion żyjących na stepach Europy Wschodniej informacje o np. najeździe Karolingów czy później cesarstwa niemieckiego na Połabian, jeśli nawet docierały, to po wielu tygodniach czy nawet miesiącach. Wojen wtedy nie prowadzono bez przerwy. Podczas wiosennych roztopów i jesiennych szarug wszelkie działania wojenne ustawały. Także i zimą ze względu na trudności aprowizacyjne prowadzenie dużej ofensywy było niemożliwe. Jedynie małe napady wchodziły w zimie w rachubę. A z tymi Połabianie radzili sobie sami. Natomiast latem nim by wici dotarły nad Dniepr czy Wołgę i nim by przyszła stamtąd pomoc, to byłoby i tak już po napaści. Podobnie było i wtedy, gdy Słowian na wschodzie napadał ktoś zza Uralu czy Kaukazu. Nigdy w takim przypadku nie szli im z pomocą Słowianie z obecnych ziem polskich, a tym bardziej Połabianie, bo było im po prostu za daleko. Związki typu Wieleckiego istniały na terenie całej Słowiańszczyzny, ale były ograniczone terytorialnie. Były to związki lokalne, zawiązywane w razie potrzeby i rozwiązywane po zażegnaniu niebezpieczeństwa, ale nigdy nie istał sojusz pan-słowiański. Był po prostu niemożliwy ze względu na zbyt wielkie odległości między Łabą a Wołgą przy braku bitych i przejezdnych przez cały rok dróg.

            „Tworzył by on Wielką Lechię.”

            Tworzył by, ale go nie było. Były związki i sojusze lokalne a nie jeden pan-słowiański. Ponadto, jeśli idzie o termin „Lechia”, zapewniam Ciebie, że Połabianie nigdy, powtarzam nigdy, nie uważali siebie za Lechitów a ich ziem za część Lechii. To samo dotyczy Słowian wschodnich nazwanych później Rusinami. Oni nigdy nie czuli się Lechitami i nigdy nie byli częścią Lechii. Osobiście uważam forsowanie nazwy (Wielka) Lechia dla całej Słowiańszczyzny za przejaw – nazwę to po imieniu – szowinizmu polskiego, przekonanie, że istniała Wielka Lechia, w której Lechici – w domyśle Polacy, a przynajmniej ich przodkowie, grali pierwsze skrzypce, byli najważniejsi i przez to wszystkim plemionom narzucili unitarną nazwę Wielka Lechia. To jest niestety współczesny polski/”lechicki” szowinizm. Nigdy nie istniał jednolity słowiański parapaństwowy twór. Słowianie w czasach przedkrystowierczych, przedcywilizacyjnych stanowili różnobarwne i kolorowie zbiorowisko setek mniejszych i większych plemion. Miały one podobną kulturę, podobne zwyczaje – ale ponadto nic ich nigdy nie spajało w jeden zorganizowany twór. Tym bardziej o nazwie Lechia.

            „– Twoje słowa, pamiętasz?
            Każde plemię słowiańskie posiadało swojego księcia – władykę, wybranego na wiecu. Też tak uważam.”

            A jednak nie każde. U Wieletów np. nie było instytucji kniazia. Znali tylko instytucję wodza obieranego na konkretną wyprawę wojenną. Po jej zakończeniu przestawał być automatycznie wodzem, a kierowanie lokalnymi wspólnotami czy rodami powracało w ręce starszyzny.

            „Zapewne, w konfliktach między plemionami wybierano również sędziego – rozjemcę (tylko logika).”

            Tak, ale dotyczyło to tylko sąsiednich plemion. Nie było potrzeby szukania sędziego pomiędzy powiedzmy Obodrytami a Słowianami znad Wołgi, bo między nimi nigdy nie dochodziło do konfliktów. Tak więc instytucja sędziego czy rozjemcy była każdorazowo sprawą lokalną.

            „W sytuacji zagrożenia wojną, władycy plemion oraz rady starszych zbierały się na wiecu i wybierały kagana oraz jego zastępcę, kaganboka. Ci byli odpowiedzialni za prowadzenie wojny, ale tylko na ten czas.”

            Zgoda, tyle że termin kagan znany był na wschodzie Słowiańszczyzny. U Połabian nie istniał.

            „Kagan i kaganbok, zapewne w tym czasie posiadali doradców złożonych z wybranej rady starszych (też tylko logika).
            Ten układ stanowił coś w rodzaju rządu na czas wojny. Ustalali strategię oraz taktykę ruchów armii.
            Raczej „Kupą panowie, kupą” tak nie było.”

            Każdą wyprawą wojenną kierował jeden wódz. Zapewne miał doradców, ale tylko on podejmował ostateczne decyzje. Jeśli popełniał błędy, nigdy więcej nie wybierano go wodzem. Podczas takich wypraw nie zawsze jest czas na zwołanie narady, na dyskusje. Decyzje należało często podejmować natychmiast. I to mógł robić tylko wódz. Jedno jest oczywiste – na wodza nigdy nie wybierano niedoświadczonego wojownika, a tylko takiego z dużym doświadczeniem.

            „Tak było na czas wojny. W czasie pokoju ten układ naturalnie się rozpadał, chłopcy wracali do swoich plemion, do swojej pracy i żyli w sławie, normalnie.”

            Dokładnie tak.

            „Jednak i w czasie pokoju musiały być pewne ustalenia między plemionami, aby się wszyscy nie pozabijali o własne nogi. Stąd negocjacje między władykami plemion i uczestniczącymi w nich wybranymi rozjemcami i doradcami.”

            Tak – ale to wszystko było robione lokalnie Obodryci z sąsiadami dogadywali się niezależnie od tego, z kim lokalnie dogadywali się np. Bużanie. Natomiast między tymi plemionami (Obodrytami i Bużanami) nie było żadnych pośredników.

            „Zbiór władyków plemion wchodzących w związek/związki, to niejako zarząd tego związku/związków.”

            To było zbyteczne. Po co, kiedy i gdzie mieli zbierać się kniazie (czy starszyzna rodowa plemion bez kniazia) Połabian np. ze Słowianami znad Bugu, Wołgi czy spod Uralu?

            „Taki zarząd, to niejako protorząd, który dbał ład choćby przebiegającego handlu. Chyba nikt nie wyskoczy, że handlu wtedy nie było.”

            A jednak wyskoczę! U Słowian handel nie był sportem narodowym jak u pewnych pustynników. Oczywiście że istniała wymiana towarów. Wymiana! A nie handel. Ja tobie skóry, ty mi ryby, beczkę czy groty do włóczni. Przy czym o tym, ile czego za ile czegoś innego, dogadywali się bezpośrednio wymieniający towar. Ogólnosłowiańskiego cennika, a tym bardziej prototypu TTIP Słowianie nie potrzebowali. Zresztą, Słowianie byli ludem praktycznie samowystarczalnym – każd Słowianin był w jednej osobie rzemieślnikiem, rolnikiem, myśliwym i wojownikiem. Większość wyrobów potrzebnych do życia każda wspólnota wytwarzała sama. A czego im brakowało – tym się wymieniali z sąsiadami. Słowianie korzystali oczywiście z usług kupców podążających szlakiem bursztynowym, ale też częściej na zasadzie wymiany towarów niż na zasadzie kupna sprzedaży. Pieniądz znajdywany był w wykopaliskach archeologicznych, ale niezbyt często. Dla Słowian sam w sobie był czymś abstrakcyjnym i pozbawionym realnej wartości. Woleli towar, to czego potrzebują, a nie krążki ze srebra.

            „Ktoś musiał pilnować granic, aby jakaś „cywilizowana” hołota nie wlazła.”

            Tym zajmowały się plemiona „graniczne” i miały w tym dużą praktykę. Zresztą wtedy granicami były najczęściej rzeki, góry, bagniska, jeziora – i takie granice było łatwiej upilnować. Nie przypuszczam, aby Słowianie znad Łaby z Wiślanami uzgadniali obronę ich granicy z cesarstwem.

            „Budowa grodów i zamków, to też nie byle jakie przedsięwzięcie logistyczne, a sami kronikarze niesłowiańscy piszą, że było ich sporo, co już zaczyna potwierdzać archeologia. Takich potwierdzeń będzie więcej.”

            Adamie, zbudować solidne ziemno-drewaniane obwarowanie grodu to sprawa kilku tygodni. I to bez względu na wielkość grodu, bo w większym jest więcej rąk do pracy. Do budowy grodów nie potrzeba było współpracy międzyplemiennej. A obwarowania ziemno drewniane wcale nie były gorsze od kamiennych murów. Armie miemieckich cesarzy w XI wieku łatwiej zdobywały włoskie miasta otoczone kamiennymi murami, niż słowiańskie ziemno-drewniane wały obronne. Przypomnę choćby obronę Głogowa czy Niemczy, spod których armie cesarskie ze wstydem zmuszone były odstąpić.

            „Choćby te wskazówki świadczą o Wielkiej Lechii.”

            Niestety Adamie ani jedna z tych wskazówek nie jest dla mnie przekonująca. Słowiańszczyzna mimo to funkcjonowała świetnie – tyle, że bez Wielkiej Lechii.

            „Chyba nie musimy obrzucać się źródłami, logika wystarczy?”

            Oczywiście że nie potrzebujemy cytatów. Ale moja logika podpowiada mi całkiem inny obraz Słowiańszczyzny – obraz wielu plemion bez pan-słowiańskiej nadbudowy.

            Polubienie

          • Trudno. 🙂
            Powiedzmy, że pozostaniemy przy swoich zdaniach. Przyszłość i czytelnicy rozsądzą. 🙂
            Może wtedy nikt nie nazywał tego Wielką Lechią i pewnie może jest to symbol jakiegoś szowinizmu, jednak ten powód szowinizmu w szlachcie pozostał. Jak zwali tę organizację, tak zwali, ale uważam, że jakaś synchronizacja poczynać tej organizacji, była.
            Handel, to również wymiana towarowa bez użycia pieniądza, choć pieniądzem też się posługiwano. Tym handlem – wymianą towarową, nie zajmowali się tylko kupcy z zewnątrz, bo byśmy mieli tu ślady wszędzie szwędających się żydków, prowadzono ich tylko wyznaczonymi szlakami. Widac to z wykopalisk. Najczęstszymi ośrodkami handlu były wyznaczone grody na obrzeżach Słowiańszczyzny. Widać to po mianach nawet współczesnych miast. W mianie była zawarta informacja, czym głównie w nim się handluje. Były to tzw. grody i wsie służebne.
            Handlem zajmowali się również Słowianie. To głównie oni przemieszczali się karawanami po wewnętrznych szlakach i rzekach Słowiańszczyzny.
            Sprzedaż zboża dla Rzymu, sprzedaż broni dla Rzymu, ktoś musiał prowadzić i koordynować. Ostatecznie wielkie zagłębie hutnicze w Górach Świętokrzyskich i nie tylko, o czymś świadczy. Przemysł górniczy, to też nie byle co.
            Słowiańszczyzna nie była zbiorem plemion – sobków, żyjących i działających tylko dla swojego plemienia, a głównie własnej zagrody. Takiego zachowania nauczyła Słowian dopiero pustynna zaraza. Plemiona słowiańskie współpracowały ze sobą dla wspólnego dobra.
            Kiedy idiota Trajan napadł na Dację, aby ukraść złoto, to wszyscy Słowianie, wszystkie plemiona wpadły w ściekłość i z czasem dokopały Rzymowi.
            Chcesz przedstawić Słowian, jako rolników w brzozowych łapciach, łapiących czasami za broń? Myślę, że na pewno nie chcesz.
            Ataki Słowian na Rzym też ktoś musiał synchronizować centralnie. Widać to wyraźnie po ruchach armii, które opacznie nazwano „Wędrówkami Ludów” (błąd i nieznajomość obserwatora).
            Czy poczet władców przed zarazą pustynną to fałszerstwo?
            Wyjście Ariów z jednego terenu też o czymś świadczy. Sami rosyjscy genetycy mówią: „Poskrob Rosjanina, znajdziesz Polaka”. Nie dziwne?
            Dla mnie legenda o Lechu, Czechu i Rusie to wymysł pustynnej zarazy, aby uzasadnić rozłam między Słowianami, a który to rozłam urządziła sama pustynna zaraza, i podsyca go do dzisiaj.
            To, nam próbuje się wcisnąć, że Słowianie byli bandą chaotycznych i głodnych obdartusów, którym dziwnie udało się zawładnąć większą częścią Europy i Azji. Nie dziwnym jest, że to właśnie Słowianom – Scytom udało się utworzyć wielkie imperia na południu Europy i Azji?
            Zresztą, sami je później zniszczyli, bo chłopcom rządzącym imperiami, woda sodowa do łbów uderzyła i za bogów uważać się zaczęli.
            Dlaczego usilnie forsuje się, że Hunowie nie byli Słowianami?
            Hunowie byli „Biczem bożym”, który zlał dupę pustynnej zarazie i zniknął (odlecieli w kosmos? :D).
            Słowianie nie zniknęli i było by wstyd pustynnej zarazie, że jej dupę złoili Słowianie, oj wstyd wielki.
            Ale spokojnie, złoją jeszcze raz, na zawsze.

            Polubienie

          • Ano trudno…

            Wygląda na to, że istniały dwa światy Słowian, dwa ich żywioły. Jeden, przywiązany do swej ziemi, na której żył, i której częścią się czuł, czcący Matkę Ziemię, Słońce, przyrodę, kochający wolność swoją i szanujący wolność innych, żyjący rytmami Słońca, Księżyca, pór roku, zajęty pracą codzienną i obroną swych ziem, w razie konieczności w sojuszach z sąsiadami. I był drugi żywioł Słowian, wędrowni zbóje, agresorzy, grasanci, ci wszyscy Wandale, Hunowie, niszczyciele. Swej ziemi nie mieli, niszczyli obce.
            I ja piszę o tych pierwszych, a Ty o tych drugich. Przy czym ci drudzy zachowywali się dokładnie tak, jak w żydo-biblii Izraelici podbijający Kanaan. To Wandale i Hunowie zadziwiająco przypominali pustynną zarazę i jej metody podbojów, zaborów, niszczenia, burzenia i mordowania obcych.
            Owszem – w czasach pokoju Słowianie byli rolnikami, tyle że nie w brzozowych łapciach. Mieli wysokie rzemiosło, także odzieżowo-obuwnicze. Troszczyli się naturalnie przede wszystkim o najbliższe otoczenie. Trudno było plemionom znad Odry troszczyć się o plemiona znad Wołgi.
            Poczet władców przed pustynną zarazą to oczywisty wymysł fantastów o mentalności pustynnej. Ona też wymyśliła wielki Eretz Israel Dawida i Salomona. A jej naśladowcy wymyślają wielką Lechię.
            Z Ariami rasistami Słowianie, a zwłaszcza kultura Słowian nie miała nic wspólnego, poza tym że wywodzili się z jednego wspólnego genetycznego pnia. Po czym ich drogi rozeszły się.
            Huniowie za mało złoili dupę pustynnej zarazie. Przetrwała w całej Europie płd i zach. w postaci żydowierstwa/krystowierstwa. A potem biała rasa, aryjska oczywiście, indoeuropejska, rozniosła ją po całym świecie niszcząc i zżydzając pustynną zarazą wiele pogańskich kultur.
            Co do Trajan a i wściekłości Słowian, którzy rzekomo z czasem dokopali Rzymowi za Dację. I tu widać, jak Wielka Lechia zawiodła. Dlaczego wściekli Słowianie czekali aż półtora ponad wieku, aby ukarać Rzym i go przepędzić? A w końcu i tego nie zrobili, bo legiony same wycofały się za Dunaj. Gdzie była ta świetna pan-lechicka organizacja, produkcja broni dla napadniętych Daków, mobilizacja i zorganizowanie pan-słowiańskiej ekspedycji karnej? Mitomani przemilczają, że legiony rzymskie wycofały się za Dunaj same na rozkaz Aureliana. Z tego powodu, że cesarstwo było w okresie kryzysu – w ciągu pół wieku miało ok. 60 cesarzy i antycesarzy, ani jeden nie rządził dłużej niż rok, tylłko jeden nie został zamordowany, a wojny domowe, wojny o władzę w Rzymie i bunty w odległych prowincjach doprowadziły o mało do upadku cesarstwa już w II połowie III wieku. I ten zamęt spowodował, że akurat obrany cesarzem Aurelian odwołał rzymskie legiony z Dacji potrzebując ich bliżej Rzymu. A wielka Lechia od 106 do 270 roku nie potrafiły zorganizować ekspedycji karnej w celu odzyskania utraconej prowincji.
            Hunowie nie odlecieli w kosmos – ich potomkowie stali się wyznawcami pustynnej zarazy w wersji krystowierstwo.
            Obecnie jedynie słowiańska Rosja i Białoruś stawiają opór politycznej pustynnej zarazie. Pozostałe kraje słowiańskie są pod politycznym knutem pustynnej zarazy. Przy czym w Rosji i na Białorusi duchowa pustynna zaraza – prawosławie, nadal zatruwa umysły Słowian czyniąc ich wyznawcami żydzizmu.
            I nie każdy genetyk rosyjski uważa, że poskrob Rosjanina, zobaczysz Polaka. Są wśród nich turo-rusini, którzy mówią o wielkiej Rusi sięgającej po Apeniny (wg nich Etruskowie to byli Rusini – Eta Ruskie). A j. polski wg nich to narzecze rosyjskiego.
            Też mam nadzieję, że złoimy pustynną zarazę raz na zawsze, ale nie pod sztandarem wielkiej Lechii. Bo bez Rosji tego nie uczynimy. A tam są Rosjanie (oraz pieprznięci turbo-rusini) i na turbo-lechię się nie zgodzą.

            Wygląda na to że jesteśmy potomkami całkowicie odmiennych Słowian, dwóch różnych żywiołów słowiańskich. Ja pochodzę od czcicieli Ziemi a Ty od niszczycieli i agresorów.

            I na tym możemy tę dyskusję zakończyć.

            Polubienie

          • A jednak wcale się ta dyskusja nie zakończyła tak ciepło, jakby się mogło wydawać.
            Andrzej – Opolczyk jednak nie wytrzymał ciśnienia i musiał przywalić swoim sposobem, już na swoim blogu:
            „W dyskusji ze mną Adam Smoliński, przyboczny ordynans piewcy kijowskiej junty banderowskiej, Białczyńskiego, przekonywał mnie do „Wielkiej Lechii” i do wojennych podbojów „Słowian” – Wandali i Hunów.” : https://opolczykpl.wordpress.com/2017/02/06/dwa-swiaty-slowian-slowian-slowianskich-i-zydo-biblijno-krystowierczo-lechicko-wandalskich-slowian-jafetowo-noabickich/

            To jest cytat z Twojego artykułu, pod w/w linkiem, już na samym jego początku.
            Cały czas myślałem, że mam do czynienia jednak z fachowcem, z kulturą.
            Jednak wylazły z Ciebie inwektywy, nie wytrzymałeś.
            Czy próbowałem chociaż raz przyczepić Ci jakąś łatkę?
            W ten sposób sam pokazałeś kim na prawdę jesteś.
            Zachowałeś się jak jahwiści, którzy przede wszystkim przyczepiają łatkę swoim rozmówcom, aby ich oczernić na wstępie.
            Tu pokazałeś swą właściwą klasę.
            Brawo!!!

            Polubienie

        • Sława Adamie, niektórym rodzimowiercom trudno pojąć zasady matematyki, a niektórzy wręcz opluwając KK niosą chyżo jego nauki i ewangelomyślokształty. Nie musieli tworzyć żadnej promonokulturowej hybrydy babilońskiej, gdyż Slowo i Krew dla NAS była dużo bardziej ważniejsza, najwyższa niż wypociny skrybów z krogulczymi nosami, z barczystymi brwiami, i palcami umoczonymi w krwi bohaterskich mężów i krwi dziewiczej ich córek, którymi zapisywano świete cyrografy dziejów NaRodów – upadlajac i zrzucając swe cuchnące brudy na łono
          Naszej Matki . Tak, było, lecz się zmieniło, Pan Opolczyk powinien odpuścić, i uznać że istniała LEchia, a imperium to zła forma, złe słowo, niskie – raczej.
          Taka ciekawostka, bo widzę, że to jest na tapecie:
          król Artur ten od Ginewry – Birruisl ( Birwista), jak i Borusia, Brusia, – to ten sam rdzeń – kto miał syna niedżwiedziego, Arth ( oznacza – niedźwiedzia) Lestek to ten ukryty przez skrybów owy syn niedźwiedzi, kto służył na dworze, – bardzo łatwo było importować cudzych bohaterów bez wskazania kto nim był – a grody w Lechii stały, Znamy to dobrze jak nie skądinąd z nad morza martwego – czemu martwe?!!!!

          Polubienie

    • Stanw

      Nie wiem, czy występuję „z pozycji mentora”, w każdym bądź razie znam temat. To pan mija się z prawdą pisząc, że w czasach Geografa było „po ptokach”. Nie było – odsyłam pana do książki Bieszka. Krótko przed tym, zanim Geograf zaczął zbierać informacje do jego Zapiski, ale jeszcze w latach jego młodości zgodnie z Bieszkiem w Imperium Lechii panował król Lech IX Waleczny, który nawet prowadził wojny z Karolem Wielkim. Po nim panowali Popiel I i II, potem król Koszyszko Piast. Książka nawet wspomina o wojnach Ludwika niemieckiego (mocodawcy Geografa) z Czechami. Tak więc w czasach Geografa zgodnie z Bieszkiem Imperium Lechii jeszcze istniało.

      „Niech pan Opolczyk wyjaśni zatem prosta sprawę, kto te liczne miasta budował”

      Nie „miasta” a grody – bo to jest ogromna różnica. No jak to kto – Słowianie, każde plemię dla siebie. Bo niestety Słowianie między sobą też walczyli. Jak pisał Ibrahim Ibn Jakub: „Słowianie są to ludzie odważni i zaczepni. Gdyby nie było wśród nich rozdwojenia wskutek wielu rozgałęzień ich pokoleń i rozdrobnienia ich plemion, żaden lud na ziemi nie mógłby się potęgą z nimi mierzyć…”

      „…i na przestrzeni czasu bronił przed atakami ludów ościennych a szczególnie Rzymian, którzy każdy bogaty region anektowali i nakładali podatki.”

      Armia rzymska nie nadawała się do podboju ziem Słowian. Umieli walczyć w szyku na otwartej przestrzeni. Słowiański wódz Arminiusz w 9 roku n.e. całkowicie unicestwił trzy legiony rzymskie (20 tys. legionistów) wciągając ich do zasadzki. Tyle, że potem odbiła mu szajba i stanął w roku 16 n.e do otwartej bitwy nad Wezerą , którą sromotnie przegrał. Słowianie mieli świetną taktykę walki dopasowaną do ziem słowiańskich – pisał o tym Pseudo-Maurycjusz:

      „Ze swoimi wrogami prowadzą walki chętnie w miejscach porosłych gęstym lasem, w wykrotach i urwiskach, z korzyścią dla siebie, posługują się, niespodziewanymi atakami, podstępami i w dzień, i w nocy, wykorzystując wiele różnych sposobów. Doświadczeni także w przeprawach przez rzeki, przewyższając w tych sprawach wszystkich innych. […] ”

      Nie potrzeba imperium, aby pokonać wroga, nawet Rzymian. Imperium perskie Dariusza III mimo liczniejszej armii padło na skutek przegranej z Macedończykiem walnej bitwy. Imperium Inków konkwistadorzy podbili i unicestwili w kilka lat. A luźne plemiona Mapuczy (pisałem o tym kilka lat temu na blogu) broniły się jeszcze przez ponad 300 lat. Podbite zostały dopiero przez republikańskie Chile w XIX wieku. Zadecydowała zbyt wielka na korzyść Chile różnica uzbrojenia. Indianie wielkich prerii także przez kilka wieków bronili się przed usraelitami. A imperium Azteków padło od jednego uderzenia na stolicę. Pokonanie w trudnych warunkach terenowych – a takie były u Słowian – wielu plemion walczących z zasadzek, z zaskoczenia, po „partyzancku” jest po prostu niemożliwe. I do tego nie jest potrzebne imperium. Rzym po prostu na ziemiach Słowian pełnych przepastnych lasów, wielu rzek i bagnisk nie miał najmniejszych szans. I dlatego po kilku próbach zrezygnował.

      Niech pan nie uważa powyższego „wykładu” za występowanie przeze mnie z pozycji mentora. Po prostu kieruję się wiedzą a nie wiarą.

      „No chyba, że te miasta i ludność w V w przypłynęły na bagnach z Prypeci i osiadły u nas.”

      No i po co wypisuje pan takie rzeczy? nie uprawiam turbo-germańskiej propagandy. Wręcz przeciwnie, demaskuję ją:

      https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/28/czy-mozna-napisac-historie-slowian-od-prapoczatkow/

      A o wysokiej kulturze Słowian trwającej na naszych ziemiach od tysięcy lat piszę od lat. Ale o kulturze, a nie o wyssanym z palca imperium.

      Polubienie

  3. Jeszcze jedno. Od lat w polskiej blogosferze słowiańskiej dominują dwa obozy: banderofilski i fantastyczny Białczyńskiego oraz kossinowski i wydumany Opolczyka. Obydwaj panowie świetnie piszą ,czym zjednują sobie zwolenników. Dobrze, że otwierają się nowe możliwości dla pogłębiania wiedzy o naszych przodkach.

    Polubienie

        • „3.Jaki był ustrój Atlantydy, z poniższego tekstu wynika, że był to związek dziesięciu
          królestw, władzę sprawował nad nią król dziewięciu króli, czyli król króli, władzę tą
          ograniczała rada-zebranie wszystkich króli, (”Król nie był panem życia żadnego ze swoich
          braci, to zależało od woli większości na zebraniu dziesięciu”), czyli o skazaniu któregoś z
          króli na śmierć decydowała zwykła większość głosów rady króli Atlantydy.
          Główną czynnością wykonywaną przez króli było sądzenie, czyli byli tyranami-sędziami w
          sprawach większej wagi, głównie zagrożonych karą śmierci, [”każdy król panował nad ludźmi
          i nad większą częścią praw.(więc nie nad całością prawa) Karał i skazywał na śmierć kogo
          chciał”.] byli więc władcami o absolutnej władzy sądowniczej, ale którzy mieli się kierować
          przepisami zapisanymi na mosiężnym słupie, (A na słupie, oprócz przepisów prawa, była
          wyryta przysięga, zawierająca wielkie klątwy na nieposłusznych.), złamanie tych przepisów
          przez króla-sędziego było więc podstawa do osądu na opisanym poniżej osądzie
          zwyczajowym, do kary śmierci włącznie, nie mieli więc absolutnego immunitetu na sądzie
          odbywanym co pięć sześć lat [”i wtedy bywali sądzeni i sądzili, jeżeli ktoś obwiniał któregoś
          z nich o jakieś przestępstwo”(”ktoś obwinił” znaczy więc, że możliwym było oskarżenie
          sędziego-króla, co w wielu dzisiejszych państwach jest tylko teoretycznie możliwe, o czym
          świadczy powiedzenie ”równi i równiejsi”)] wynikało to prawdopodobnie po części z ich
          wyrachowania, tylko prawo obowiązujące wszystkich bez wyjątku może mieć szacunek
          wszystkich i raczej wyjątkowo będzie łamane (”Dzięki takiemu wyrachowaniu i dlatego że w
          nich trwała natura boska, wzrastało u nich to wszystko”).”
          „Z tych dziesięciu królów każdy panował w swojej części w swoim miejscu nad ludźmi i
          nad większą częścią praw. Karał i skazywał na śmierć kogo chciał. Jednakże ich zależność
          wzajemna i stosunki między nimi były ustalone według nakazów Posejdona, jak im to prawo
          przekazało i pismo, które przodkowie wyryć kazali na słupie mosiężnym, który na środku
          wyspy stał w świątyni Posejdona. Oni się zbierali co pięć lat albo na przemian co sześć
          oddając równą cześć liczbie parzystej i nieparzystej(jakiś kult liczb), a zebrawszy się,
          naradzali się nad sprawami wspólnymi, dochodzili, czy ktoś jakiegoś przestępstwa nie
          popełnił, i odbywali sądy. A kiedy mieli sądzić, takie sobie nawzajem wystawiali
          uwierzytelnienie. Koło świątyni Posejdona pasły się na wolności byki. Otóż ci królowie w
          liczbie dziesięciu, sami tylko będąc w świątyni, modlili się do boga, żeby im dal złapać ofiarę,
          która by mu była mila, i wtedy rozpoczynali polowanie bez pomocy żelaza, a tylko przy
          pomocy kijów i pętali ze sznura. A gdy którego byka złapali, prowadzili go do słupa i tam
          na jego wysokości zarzynali go na ofiarę według przepisów pisma. A na słupie, oprócz
          przepisów prawa, była wyryta przysięga, zawierająca wielkie klątwy na nieposłusznych.
          Więc kiedy, zgodnie ze swoimi przepisami składając ofiarę, poświęcali ogniowi wszystkie
          członki byka, mieszali wino w wielkiej wazie i w imieniu każdego wrzucali do środka
          skrzep krwi, a resztę (byka) nosili do ognia, oczyściwszy słup naokoło. Potem złotymi
          czarami czerpali z wazy wino i skrapiając nim ogień przysięgali, że będą sądzić według
          praw na słupie i wymierzać kary, jeżeliby się kto (z króli) przedtem dopuścił jakiegoś
          przestępstwa, a na przyszłość żadnego przepisu dobrowolnie nie przestąpią i ani sami
          rządzić, ani rządzącego słuchać nie będą jak tylko w tym wypadku, jeżeli będzie
          wydawał zarządzenia zgodne z prawami ojca. Kiedy każdy z nich taką modlitwę odmówił,
          w imieniu własnym i swojego potomstwa, wypił wino i czarę złożył w świątyni boga, zajął się
          obiadem i rzeczami niezbędnymi, a zaczął zmrok zapadać i ogień ofiarny już był wystygł,
          wtedy się wszyscy ubierali w co najpiękniejsze niebieskie suknie, siadali na ziemi
          naokoło zgliszcz ofiarnych, które słyszały ich przysięgi, gasili wszystek ogień koło świątyni
          na noc i wtedy bywali sądzeni i sądzili, jeżeli ktoś obwiniał któregoś z nich o jakieś
          przestępstwo. Po skończonym posiedzeniu, gdy nastawał świt, zapisywali wyroki na
          tabliczce złotej i składali je razem z sukniami na pamiątkę u stóp boga.
          Tam było wiele różnych praw jednostkowych w związku z przywilejami poszczególnych
          królów, a najdonioślejsze prawa zabraniały im kiedykolwiek podnosić broni przeciw
          drugiemu, a zobowiązywały wszystkich do pomocy wzajemnej, gdyby może ktoś w jakimś
          mieście próbował wytracić ich ród królewski. Więc u nich wspólnie, podobnie jak u ich
          przodków, odbywały się narady i zapadały uchwały o wojnie i o innych sprawach i tak
          zachowywał hegemonie ród atlantycki. Król nie był panem życia żadnego ze swoich braci,
          to zależało od woli większości na zebraniu dziesięciu.
          Tę więc, tak wielką i taką potęgę w tych stronach wówczas położoną bóg na nasz kraj
          znowu uszykował i obrócił z jakiej takiej, jak mówi podanie, przyczyny. Przez wiele
          pokoleń, pokąd im starczyło natury boga, słuchali praw i odnosili się życzliwie do bóstwa,
          którego krew w nich płynęła. Ich postawa duchowa nacechowana była prawdą i ze wszech
          miar wielkością. Łagodność i roz-sądek objawiali w stosunku do nieszczęść, które się zawsze
          zdarzają, i w stosunku do siebie nawzajem, więc patrzyli z góry na wszystko z wyjątkiem
          dzielności, wszystko, co było w danej chwili, uważali za drobiazg i lekko znosili, jakby
          ciężar, masę złota i innych dóbr; nie upajali się zbytkiem i bogactwo ich nie zaślepiało i nie
          prowadziło do utraty panowania nad sobą. Bardzo trzeźwo i bystro dostrzegali, że to wszystko
          pod wpływem miłości wzajemnej przy dzielności wzrasta, a jeśli te rzeczy brać serio i cenić
          wtedy one giną, a z nimi razem ginie miłość i dzielność. Dzięki takiemu wyrachowaniu i
          dlatego że w nich trwała natura boska, wzrastało u nich to wszystko, cośmy poprzednio
          przeszli. Ale kiedy w nich cząstka boga wygasła, dlatego, że się często z wieloma
          pierwiastkami ludzkimi mieszała, i ludzka natura zaczęła brać górę, wtedy już nie umieli
          znosić tego, co u nich było, zrobili się nieprzyzwoici i kto umiał patrzeć, ten widział już ich
          brzydotę, kiedy zatracali to, co najpiękniejsze, pośród największych dóbr. Tym, którzy nie
          potrafią dojrzeć życia naprawdę szczęśliwego, wydawało się właśnie wtedy, że są osobliwie
          piękni i szczęśliwi, kiedy ich napełniała chciwość niesprawiedliwa i potęga.
          Otóż bóg bogów, Zeus, królujący zgodnie z prawami, umiał dojrzeć taki Stan rzeczy,
          zobaczyli, że się marnuje ród, który był jak się należy, więc karę im wymierzyć postanowił
          aby się opamiętali, nabrali rozumu i zaczęli panować nad sobą, wiec zebrał wszystkich
          bogów do ich prześwietnej siedziby, która się wznosi nad środkiem całego świata, zaczem
          widzi wszystko, co ma udział w powstawaniu, a zebrawszy powiedział….
          Po zapoznaniu się z przydługim cytatem z dialogu ”Kritas” zwrócimy uwagę na to, że
          królowie Atlantydy ilością jak i rodzajem ich władzy oraz władzy króla króli Atlantydy,
          odpowiadają strukturze władzy greckich bogów ich główną funkcją było sprawowanie władzy
          sądowniczej i piecza nad prawem, podlegali królowi króli, czyli bogowi bogów, więc to
          wzmiankowane w tekście cytatu zebranie bogów to zebranie króli Atlantydy którzy
          postanowili lud swój puścić na wojnę przeciw całemu światu, za karę bo lud się im
          demoralizował by go w ten sposób przywieść do opamiętania, o tym właśnie mówią
          powyższe cytaty, przeniesione też niżej po usunięciu mniej istotnych fragmentów tekstu (mity
          greckie wywodzą swoich bogów z Atlantydy).
          Powtórzmy ”… tych dziesięciu królów… bóg na nasz kraj znowu uszykował i obrócił… z
          takiej… przyczyny… kiedy w nich cząstka boga wygasła… i ludzka natura zaczęła brać
          górę… zrobili się nieprzyzwoici… zatracali to, co najpiękniejsze… kiedy ich napełniała
          chciwość niesprawiedliwa i potęga.
          Otóż bóg bogów, Zeus, królujący zgodnie z prawami, umiał dojrzeć… że się marnuje
          ród… karę im wymierzyć postanowił aby się opamiętali, nabrali rozumu i zaczęli panować
          nad sobą, wiec zebrał wszystkich bogów do ich prześwietnej siedziby, która się wznosi
          nad środkiem całego świata… a zebrawszy powiedział…” (tu w domyśle, tylko wojna ich
          wyleczy, kto jest za?)
          Czy to możliwe by królowie-bogowie Atlantydy byli, aż tak wyrachowani, by wojną i jej
          niebezpieczeństwami karać, wychowywać i uczyć swój lud rozumu, jednak taka przyczyna
          agresji Atlantów na antyczny świat, podawana jest w przekazie Platona o Atlantydzie, czyli
          eksperyment wychowawczy pod tytułem ekspedycja karna przeciw światu, miał być w
          zasadzie karą dla atlantyckiej armii ekspedycyjnej. Trudno w tym miejscu rozstrzygnąć, czy
          to zaiste bogowie-filozofowie władali Atlantydą, czy może tylko taką przyczynę ich najazdu,
          dostrzegał filozof Platon. Tak w zasadzie nie jest to istotne, bo wojna rządzi się swoimi
          własnymi prawami i to niezależnie od przyczyn jej wywołania, więc dochodzimy do
          momentu w którym chcielibyśmy uzgodnić przekaz Platona z znanymi skądinąd faktami
          archeologicznymi czy historycznymi, tak wielki najazd musiał się odcisnąć w psychice
          zaatakowanych narodów czyli ich mitach, legendach, bajkach, tak samo pozostawić musiał
          jakieś ślady w archeologii tych terytoriów, czyli musi mieć swoje znamiona bez których nie
          odbywa się żadne realne wydarzenie.
          Czy mamy w latach 1000 p.e.ch. do 2000 p.e.ch. na bliskim wschodzie, jakieś wydarzenia
          przypominające wielką wojnę zapowiadaną przez króli-bogów Atlantydy, jedynymi
          wydarzeniami mogącymi odpowiadać co do skali agresji Atlantów są wydarzenia z końca
          XIII i początku XII w. p.e.ch. kiedy tzw. ludy morza (Bahr) dokonały rozległych zniszczeń
          we wschodniej części morza śródziemnego, niszcząc między innymi późne Imperium
          Hetytów, zniszczyły też centra mykeńskie w Grecji zalegające tam warstwy spalenizny
          datowane są archeologicznie na ten okres, ich najazdy dokonały też wielkich przesunięć
          ludnościowych na bliskim wschodzie, dwukrotnie też ludy morza atakowały Egipt około 1218
          i 1182 p.e.ch. ale po zaciętych walkach udało się Egiptowi obronić przed ich inwazjami,
          tracąc jednak na rzecz ludów Bahr Palestynę, co świadczy jak Egipt był blisko upadku, skoro
          nie miał sił by wyprzeć najeźdźców z tak bliskiego mu regionu.
          Sprzymierzeńcami ludów morza(Bahr) w pierwszej inwazji na Egipt miały być plemiona
          Libijskie, a Atlantyda też miała władać Libią, aż do Egiptu, zgadza się też czas który
          podawany był na dziewięć wieków przed Platonem czyli około 1300 lat p.e.ch. skala najazdu
          Atlantów odpowiada też skali najazdów ludów morza, więc informacje Platona mogą być
          dość ścisłe, choć tyczące zapewne tylko pewnego wycinka wydarzeń.”
          O Libii jako kraju założonym przez Bogów/Bohów/Scytów pisze Kołłątaj w HRL.

          Polubienie

  4. Pingback: Dwa światy Słowian – Słowian słowiańskich i żydo-biblijno-krystowierczo-lechicko-wandalskich „Słowian” jafetowo-noabickich… – blog polski

  5. jak nie imperium to federacja , najważniejsze by nadal utrzymać mit o wielkości , znaczeniu , wpływach i osiągnięciach , o których nikt nic nie wie , jakie to niby rzeczy na cokolwiek poza zwykłym pobytem , trwaniem , jakimś tam radzeniem sobie , na „rodzaj federacji ” wskazują ? samo bycie , łowienie ryb, polowania a nawet uprawa roli i hodowla , to trochę za mało by partycypować do udziału w „paradzie wynalazców” , tym bardziej ,że nie ma powodów do żadnego wstydu ,że ma się nadal świetnie zachowany repertuar słowiańskich obyczajów , języków , jednym słowem , kulturę , niektórym się wydaje ,że jeśli te nasze „korzenie ” będą najstarszymi w dziejach świata , to zyskamy na tym chyba jakąś wyjątkową pozycję ,dam nam to jakieś atuty , najlepsze jednak jest to ,że minione 1000 lat , w których przez wiele wieków mamy udokumentowaną , wielowiekową historię potęgi i chwały jest dla nich czasem straconym bo wszystko zepsuło chrześcijaństwo , i dlatego by wrócić do tej przedchrześcijańskiej , wyimaginowanej potęgi wystarczy powrócić do słowiańskich wierzeń :)))))))))))………….dla tych marzycieli , pojęcie „pragmatyzm ” w ogóle nie istnieje , nie potrafią zrozumieć ,że przyjęcie chrześcijaństwa było jedynym sposobem na zbudowanie silnego państwa i narodu , chyba ,że ktoś zna jakiś kraj w Europie , który by bez tej religii w ogóle zaistniał , a skoro takiego nie było ,to chyba jest jasne ,że nasi przodkowie nie mieli innego wyboru jak ją też przyjąć , i nie chodzi o to czy była lepsza czy gorsza bo ona wtedy była konieczna

    …..

    https://skrbh.wordpress.com/2017/02/01/21-lechici-lachy-polachy-polacy-od-lacha-do-polaka-kim-jestesmy/comment-page-1/#comment-192

    Polubienie

    • I tu smyxx pokazałeś swą czarną sukienkę, reklamując konieczność przyjęcia pustynnej zarazy.
      Bardzo byś płakał, gdyby pustynna dżuma upadła?
      Do prawdziwej pracy wreszcie trzeba by było wreszcie się wziąć?
      Pasożytnictwo skończyło by się?

      Polubienie

      • skoro wolny obywatel Białczyński pojęcie „wolność” rozumie w ten sposób ,że wolno komentować na jego blogu tylko zgodnie z jego punktem widzenia , to chyba jest jasne ,że trzeba szukać innych miejsc by wam jakoś przypomnieć o prawdziwej historii,wiem ,że beznadziejny to wysiłek ale ,w /z z tym ,że stanowicie zagrożenie dla rozumu , trzeba gdzie tylko się da , demaskować wasze kompleksy

        …..

        https://skrbh.wordpress.com/2017/02/01/21-lechici-lachy-polachy-polacy-od-lacha-do-polaka-kim-jestesmy/comment-page-1/#comment-192

        Pustynny Syzyfie, czyli krzyżacki skarabeuszu, zaprawdę powiadam, że odpowiem ci tu, żeby sobie miejsca na serwerze nie fajdać.

        (…) trzeba szukać innych miejsc by wam jakoś przypomnieć o (…)

        Lepiej już idź, oszczędź wstydu i odnajdź se te „inne miejsce”, żeby robić tam to, co zamierzasz tam robić.

        A teraz szczegółowo proszę wytłumaczyć, (najlepiej w punktach z cytatami i odnośnikami na źródła) znaczenie swych słów, patrz:

        „stanowicie zagrożenie dla rozumu, (…) demaskować wasze kompleksy”

        …..

        I na sam koniec:

        ” trzeba gdzie tylko się da ,”

        Tu da nie,.. „to chyba jest jasne”,..

        SKRiBHa

        Polubienie

        • Najpierw łaskawie zobacz, że w nagłym porywie miłości dałem ci 5 gwiazdek, tak mnie twój wpis ucieszył!!! 🙂

          Pierwsze ostrzeżenie powinienem dać ci smyxx już za poprzedni wpis, ale pomyślałem sobie, poczekam i zobaczę co z tego będzie. No i doczekałem się. Otrzymujesz pierwsze ostrzeżenie. Robię to tylko po to, żebyś pokazał z czego jesteś zrobiony. Zasady znasz.

          Posłuchaj no smyxx, tego co ja ci napiszę.

          Pierwsza jest zagadka, ale tą znajdziesz na samym końcu tego co teraz czytasz…

          Drugi jest twój cytat, patrz:

          „/z z tym ,że stanowicie zagrożenie dla rozumu , trzeba gdzie tylko się da , demaskować wasze kompleksy”

          No to o czym smyxx, zanim cię ostatecznie strącę w niebyt tu, czyli w oT+(c)HL”aN’, chcesz porozmawiać ze mną, przepraszam… mi „demaskować kompleksy”? O jakie moje słowa chodzi, hm?

          …..

          oT+(c)HL”aN’

          Tak sobie teraz pomyślałem, że powinno być raczej w sumie oT+(c)HL”oN’, patrz tzw. prawo Brugmanna i przejście dźwięków zapisywanego znakiem o, w inny zapisywany znakiem a, patrz tzw. j. indo-irańskie.

          I to jest ZAGADKA dla ciebie smyxx.

          Jeśli nie spróbujesz rozwiązać ją, nie masz prawa przejść do dalszego etapu teleturnieju.

          Polubienie

          • // chcesz porozmawiać ze mną, przepraszam… mi „demaskować kompleksy”? O jakie moje słowa chodzi, hm?

            …..odniosłem się tylko do komentarzy dwóch obywateli :@Sławek i @Adam Smoliński , chyba ,że odebrałeś określenie „wasze” jako też do Ciebie , co jest nieporozumieniem bo te „wasze” odnosi się jedynie do zwolenników t zw „wielkiej Lechii” , chyba ,że też do nich należysz , czy Ty mnie tu „zbanujesz” czy nie , jest Twoją sprawą , w każdym razie , jeśli i tutaj , t zn na tym Twoim konkretnym blogu , nie wolno zachować rozsądku , że należy wpisywać się w popularyzowane od jakiegoś czasu marzenia megalomanów , i to jeszcze w jakimś sprzężeniu z pojęciem wolności , to chyba warto się zastanowić , kto jest „niewolnikiem urojonej chwały” , najlepsze jest , to ,że gdy zdarza mi się zachęcać do utrzymania tych najbardziej prostych przejawów słowiańskiej kultury ( np topienie Marzanny czy szukanie a nawet samo malowanie jajek bo znam ludzi pracujących z dziećmi i młodzieżą ) to jakoś nie dostrzegam entuzjazmu , nikomu się nie chce , gdy coraz więcej zapożyczeń z angielskiego wypiera polskie , to też jakoś nikt nie zwraca na to uwagi , gdy gdzieś pod Wrocławiem zbiera się pieniądze na budowę jakiejś tam formy „słowiańskiej świątyni ” , to dołożyć się też za bardzo nie ma komu , a to są najważniejsze dla przetrwania naszej słowiańskiej kultury sprawy a nie to co się działo w czasach , o których nic nie wiemy

            Polubienie

            • Po namyśle otrzymujesz jednak drugie ostrzeżenie, patrz zasady zamieszczania uwag. Jeśli nadal chcesz „robić, to co robisz”, patrz powyżej, to rób to zgodnie z obowiązującymi tu zasadami, jak i wytycznymi, które upowszechniłem już dla ciebie specjalnie.

              Tu wyszczególnię, co min nie podoba mi się, bo uważam, że są to bezpodstawne pomówienia.

              (…) …..odniosłem się tylko do komentarzy dwóch obywateli :@Sławek i @Adam Smoliński , chyba ,że odebrałeś określenie „wasze” jako też do Ciebie , co jest nieporozumieniem bo te „wasze” odnosi się jedynie do zwolenników t zw „wielkiej Lechii” , chyba ,że też do nich należysz (…)

              A gdybym i ja do „nich” należał, to co (…) „chcesz porozmawiać ze mną, przepraszam… mi „demaskować kompleksy”? O jakie moje słowa chodzi, hm?”(…)

              (…) w każdym razie , jeśli i tutaj , t zn na tym Twoim konkretnym blogu , nie wolno zachować rozsądku , że należy wpisywać się w popularyzowane od jakiegoś czasu marzenia megalomanów , i to jeszcze w jakimś sprzężeniu z pojęciem wolności , to chyba warto się zastanowić , kto jest „niewolnikiem urojonej chwały” ,(…)

              Proszę o potwierdzenie tych ohydnych oszczerstw jakimiś moimi cytatami, w innym razie żądam NATYCHMIASTOWYCH PRZEPROSIN!!!

              (…) najlepsze jest , to ,że gdy zdarza mi się zachęcać do utrzymania tych najbardziej prostych przejawów słowiańskiej kultury ( np topienie Marzanny czy szukanie a nawet samo malowanie jajek bo znam ludzi pracujących z dziećmi i młodzieżą ) to jakoś nie dostrzegam entuzjazmu , nikomu się nie chce , (…)

              Patrząc się na to, co napisałeś mi też nic z tobą nie chciałoby mi się robić. Mnie to wcale nie dziwi, że jest jak napisałeś…

              (…) gdy coraz więcej zapożyczeń z angielskiego wypiera polskie , to też jakoś nikt nie zwraca na to uwagi, (…)

              To podłe kłamstwo! Ja zwracam uwagę! Mam ci to udowodnić?!! (Pomijając jak to ma się do tego o czym napisałeś wcześniej) 😦

              (…) gdy gdzieś pod Wrocławiem zbiera się pieniądze na budowę jakiejś tam formy „słowiańskiej świątyni ” , to dołożyć się też za bardzo nie ma komu, (…)

              Przyznam się, że nie rozumiem. Zajmujesz się zbieraniem pieniędzy „na budowę jakiejś tam formy „słowiańskiej świątyni””? I co z tego?

              (…) a to są najważniejsze dla przetrwania naszej słowiańskiej kultury sprawy a nie to co się działo w czasach , o których nic nie wiemy(…)

              Nie wiem na jakiej podstawie napisałeś, co napisałeś, bo to że możesz tak napisać ale tylko z racji swojego osobistego punktu widzenia, no to wolno ci, ale jakoś nie uważam podobnie, aby to (cokolwiek to niby wg ciebie ma być) były / są „najważniejsze dla przetrwania naszej słowiańskiej kultury sprawy”.

              Uważam, że to czego akurat ty nie umiesz zrozumieć, czyli „to co się działo w czasach, o których ty nic nie wiesz”, jest najważniejsze. To, że trolujesz szorując tyłkiem i mózgiem po pustyni, to oczywiste. Odpowiadając i tak lituję się tu nad tobą, widzisz to?

              Nie sądzę, żebyś miał coś więcej mądrzejszego tu do napisania, więc kończ waść i wstydu sobie oszczędź…

              Polubienie

  6. jeśli należysz do popularyzatorów „wielkiej Lechii ” , to nie mam tu już nic do dodania ,i żadnych przesłanek by Cie przepraszać , tym bardziej ,że nie ma za co , to wobec mnie są tu używane inwektywy , fajnie ,że jesteś taki miłosierny a już ta Twoja litość przysporzyła mi łez ,życzę dalszych udanych „łowów” i jak najwięcej odwiedzin

    Polubienie

    • Przypominam, że do tej pory nie uzyskałem odpowiedzi np. na moją zagadkę…

      Szmatławe gadki o „tym bardziej ,że nie ma za co , to wobec mnie są tu używane inwektywy” proszę poprzeć cytatami, i a oszczędź sobie wszystkiego nie popartego dowodami i źródłami… Moja buddyjska cierpliwość ma jednak swoje nieprzekraczalne granice…

      A tu mam coś na rozluźnienie, ale utrzymane w temacie… z cyklu „Nie z nami te numery Brunner!”

      Samurai Jack S01E13 Aku’s Fairy Tales

      Polubienie

  7. Zwracam uwagę na mapę, a w szczególności na istniejące w 1513r Holy Roman Empire i brak jakichkolwiek germańskich Niemiec…

    The Battle of Flodden 1513 AD

    Published on Feb 13, 2017

    One of the biggest battles between Kingdom of England and Kingdom of Scotland. James IV honors the Auld Alliance with France and invades Northumberland. Young English King Henry VIII is campaigning in northern France. He designated Thomas Howard, Earl of Surrey to form an army to counter the anticipated Scottish invasion. In August of 1513 nearly 40,000 Scots crossed the border, many of them will never see Scotland again.

    Polubienie

  8. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Prof-Lukasz-Turski-nie-zostawia-suchej-nitki-na-decyzji-Anny-Zalewskiej-XIX-wieczne-myslenie-bledy-absurdy,wid,18702874,wiadomosc.html

    akt. 16.02.2017, 13:58

    Znany naukowiec stracił cierpliwość. MEN wyrzuciło jego pomysły do kosza

    Minister edukacji Anna Zalewska z dumą podpisała nowe podstawy programowe. Do ich projektów pojawiło się sporo zastrzeżeń. Program nauczania fizyki negatywnie oceniał prof. Łukasz Turski, twórca Centrum Nauki Kopernik. – Przeczytałem połowę tego programu i uwzględnili jedną moją poprawkę. Przy okazji popełniając jeszcze większy błąd – mówi Wirtualnej Polsce.


    Prof. Łukasz Turski Prof. Łukasz Turski (PAP / Marcin Obara)

    Reforma edukacji to nie tylko zmiana szyldów podstawówek na gimnazja, ale też nowe programy nauczania. Kiedy Ministerstwo Edukacji Narodowej pokazało ich projekty, eksperci załamywali ręce. Podstawy nauczania z fizyki krytykował prof. Łukasz Turski, twórca Centrum Nauki Kopernik.

    Poprawki do kosza

    Anna Zalewska właśnie podpisała podstawy programowe dostosowane do nowego trybu nauczania. Ich analiza wskazuje, że niespecjalnie przejęto się uwagami. Być może dlatego, że już przed końcem konsultacji gotowe były podręczniki.

    Do śmietnika trafiły też uwagi prof. Turskiego. – Moja opinia o tej podstawie nie zmieniła się od grudnia, bo od grudnia nie zmieniła się podstawa – mówi Wirtualnej Polsce naukowiec. – Przeczytałem połowę, bo na tyle miałem czas, i uwzględniono jedną moją poprawkę. W dodatku z tego błędu, na który zwróciłem uwagę, zrobiono jeszcze większe głupstwo – stwierdza.

    Poza tym jedyne zmiany, które wprowadzono, to poprawki stylistyczne i językowe. – Napisałem uwagi, wysłałem, co ja więcej mogę zrobić? – pyta zrezygnowany prof. Turski. I ostro krytykuje tych, którzy podjęli się napisania podstawy. – To jest problem intelektualnej uczciwosci autorów. Politycy nie piszą programów, tylko szukają ludzi, którzy twierdzą, że są ekspertami. Przykre, że są ludzie, którzy uważają, że są kompetentni, a nie są. I w dodatku nie wyciągają wniosków z krytyki – mówi fizyk.

    XIX-wieczne myślenie

    Twórca Centrum Nauki Kopernik proponuje szokujące rozwiązanie problemu. – Mam nadzieję, że nauczyciele tę podstawę zignorują i po prostu będą uczyć fizyki – nawołuje. Jego zdaniem największym problemem jest archaiczne podejście, kompletnie nieprzystosowane do XXI wieku. – Tam są konceptualne błędy, wynikające z XIX-wiecznego myślenia – przekonuje.

    I podaje przykład: – Absurdem jest, że uczy się dzieci, że od pocierania futerkiem plastikowej rurki powstaje ruch elektronów i prąd, co jest zresztą nonsensem, a z drugiej strony nie tłumaczy się dzieciom, co to są elektrony. To skąd one będą czerpały wiedzę? Z „wujka Google” – denerwuje się prof. Turski.

    Dlatego fizyk podtrzymuje swoją miażdżącą ocenę z konsultacji. – Po tych konsultacjach nic w tej podstawie nie zostało merytorycznie naprawione. Wielka odpowiedzialność za ten stan rzeczy spoczywa na ludziach, którzy nie czują obowiązku pisać dobrej podstawy. Tego nie da się zrobić w 6 tygodni – dodaje.

    Na ten aspekt zwracają też uwagę doświadczeni nauczyciele szkół podstawowych, z którymi rozmawialiśmy. Przygotowanie dobrej podstawy programowej to proces, który trwa kilka lat, bo pierwsza wersja – niezależnie od przedmiotu, którego dotyczy – właściwie zawsze musi być zmieniana. Ta podpisana właśnie przez minister Zalewską już teraz potrzebuje nie tyle modyfikacji, co gruntownej przebudowy.

    ~obserwator
    Niestety, podstawa programowa jest totalnym bublem. Pani Zalewska to osoba wyjątkowo niekompetentna a na dodatek bezczelna. Ale w tej „reformie” przecież od początku nie chodziło o naprawę systemu polskiej oświaty, niszczonego przez 25 lat, tylko o zawłaszczenie kolejnego obszaru. Za chwilę po szkołach będą krążyły całe tabuny politycznych komisarzy, którzy będą sprawdzali, czy ta podstawa jest realizowana. Ale pisowski elektorat jest w większości zadowolony. Chociaż większość tego elektoratu skończyła swoją edukację najwyżej na poziomie PRLowskie szkoły zawodowej albo współczesne szkoły wyższe niepubliczne w małych miasteczkach

    ~Marek
    „obserwator” w jednym masz rację, podstawa jest słaba, ale to efekt braku czasu – oczywiście nie jest to usprawiedliwienie. Reszta Twoich wywodów nie opiera się o fakty i przemyślenia, tylko o emocje rodem z GW i TVN.

    ~franek tornado
    obserwator miał możliwość i czas aby zapoznać się z tym dokumentem? wątpię, ale nie przeszkadza mu pisać bezpodstawne dyrdymały 🙂

    ~aza
    Zalewska wyrzuciła z programu Szekspira i Moliera a dodała Karola Wojtyłę. Uważasz że papież jest lepszym poetą ? Ja wolę Szekspira. Szkoda, że Zalewska nie wyrzuciła do kosza swoich sztucznych zębów.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s